Strona głównaKontaktDodaj do ulubionychZnajdźMapa serwisuPowiększ tekstZmniejsz tekst
Strona główna
 
Menu
Polityka prywatności i plików cookies
Informacja UMŁ
Opłata skarbowa
Podatki lokalne
Odbiór dowodu osobistego
Biuro Rzeczy Znalezionych
Nieodpłatna pomoc prawna
e-urząd
Praca
Oświadczenia majątkowe
Jednostki pomocnicze Miasta (osiedla)
Organizacje pozarządowe
Dla inwestora
Informacje dla osób niepełnosprawnych
Miejski Rzecznik Konsumentów
Budżet Miasta
Dokumenty strategiczne
Spółki z udziałem Miasta
Rejestry, ewidencje, archiwa
Konsultacje społeczne
Otwarte dane
Instrukcja obsługi
Ponowne wykorzystywanie
Redakcja BIP
Kontakt z UMŁ
Serwis internetowy UMŁ
Artur Brauner<<

Art Bern, Art Bernd, Arthur Brauner

Łodzianin, producent filmowy z Berlina; lubi cygańskie romanse i szybkie samochody; mówi po polsku, rosyjsku, rumuńsku, po niemiecku i angielsku.
Jego znaki rozpoznawcze to czarny smoking, częściowa łysina, "francuski" wąsik i znakomicie prosperująca od połowy lat 40. prywatna wytwórnia filmowa. Jest jednym z najwybitniejszych europejskich producentów i menedżerów filmowych.

W jego biografii fakty mieszają się ze zmyśleniami, wiele jest "białych plam" i niejasności. Jedna z wersji podaje, że urodził się w Rumunii, w rodzinie kupieckiej. Przyszedł na świat w Łodzi 1 sierpnia 1918 roku, w zamożnej żydowskiej rodzinie. Był pierworodnym synem handlującego drewnem hurtownika, Moshe Braunera i jego żony Brany. Nadano mu imię Abraham, jednak bardzo wcześnie (już w szkole powszechnej) przestał używać tego imienia, życząc sobie, by nazywać go Arturem. Wraz z czwórką rodzeństwa - Wolfem, Felą, Dawidem oraz Idą - wychowany został zgodnie z żydowską tradycją, aczkolwiek nie w sposób ortodoksyjny.

Był utalentowany muzycznie. Z pasją grywał na skrzypcach, śpiewał i komponował. Ale jego największą miłością było kino. Nie mógł bez niego żyć. Nad łóżkiem wieszał zdjęcia filmowych bohaterów i pod byle pretekstem, używając nierzadko przedziwnych forteli, wymykał się z domu, by usiąść w ciemnej, dusznej sali i niecierpliwie czekać na pojawienie się na ekranie przygód twardych kowbojów, "typów spod ciemnej gwiazdy", szeryfów czy bohaterskich amantów. Spośród wszystkich największe wrażenie wywarła na nim postać demonicznego, władczego doktora Mabuse z filmów Fritza Langa. Jak się po latach okazało, jego sposób pojmowania kina zdeterminowany był dziecięcymi i młodzieńczymi przeżyciami oraz doświadczeniami, których doznawał godzinami przesiadując w salach łódzkich kin "Luna", "Casino", "Splendid", "Bajka"...

Po napaści Niemiec na Polskę wraz z całą rodziną trafił do łódzkiego getta, skąd udało mu się uciec i przedostać na teren Związku Radzieckiego. Przeżył. Przeżyli również jego najbliżsi. Do lat spędzonych w okupowanej Polsce wraca niechętnie. Ten okres to dla niego przymus noszenia żółtych gwiazd, zamknięcie w getcie, ucieczki, głód, choroby, zdrady, ciągły terror - koszmar, którego szczegółów nie zdradził jak dotąd nikomu.

Po wojnie Brauner nie pozostał w Polsce, chociaż rodzinna Łódź ocalała. Postanowił wraz z bratem Wolfem wyjechać do Ameryki Północnej. Trafił jednak do Berlina. Tam założył rodzinę (żona Maria, syn Henry, córki Fela i Alice) i w zawrotnym tempie zaczął robić zawodową karierę, której początkiem było założenie w 1946 roku własnej wytwórni filmowej CCC-Film-Kunst. Z łatwością wtopił się w społeczeństwo niemieckie, choć do dziś mówi o Niemcach: "Oni". Jest typem "self-made-mana". Uważa, że dobry producent to ktoś, kto potrafi z całego mnóstwa pomysłów i propozycji wybrać temat najbardziej nośny i najbardziej interesujący, znaleźć dla niego odpowiedniego scenarzystę (czasem na jego użytek powstaje osiem, dziesięć a nawet dwanaście wersji scenariuszowych), reżysera, przyzwoitą obsadę i wreszcie zapewnić mu światową dystrybucję.
Niezwykle - ekstremalnie wręcz - oszczędny, niespotykanie obrotny, twardy, ambitny, uparty w dążeniu do celu, tytan pracy, mocno stąpający po ziemi realista, a przy tym szarmancki, o ujmującej osobowości, tworząc nieustannie swój image i rozwijając swoją CCC, stał się gwiazdą. To na nim skupiały się spojrzenia kinowej publiczności, to on był w centrum zainteresowania reporterów, o nim pisały wszystkie plotkarskie pisma, to on brylował na wszelkich filmowych uroczystościach. Zawsze elegancki, nienagannie ubrany, pełen radości życia, stał się symbolem bogactwa i luksusu. Taki właśnie, wykreowany wiele lat temu przez samego siebie, wizerunek magnata przemysłu filmowego z ogromną starannością pielęgnuje do dziś.

W ciągu ponad półwiecza pracy zawodowej Artur Brauner zrealizował z górą dwieście pięćdziesiąt filmów. Dobrych i złych, przynoszących zarówno zyski, jak i straty. Znaczące miejsce zajmują wśród nich te, które przedstawiając problem holocaustu, nie pozwalają zapomnieć o latach nazistowskiego reżimu. Zetknął się z największymi i najlepszymi twórcami światowego kina, lecz - co warto podkreślić - nigdy nie zapomniał o swym polskim pochodzeniu i swych związkach z Łodzią.

Jest pierwszym zachodnim producentem, który wszedł na polski rynek filmowy. Już w 1958 roku z reżyserem Aleksandrem Fordem zrealizował "Ósmy dzień tygodnia". Efektem ich wspólnych działań były jeszcze trzy inne obrazy ("Lekarz stwierdza", "Pierwszy krąg", "Jest pan wolny, doktorze Korczak").

Po 1968 roku nastąpiła kilkunastoletnia przerwa w kontaktach Braunera z Polską, które odżyły dopiero w latach 80. i zaowocowały znaczącymi utworami nakręconymi z najlepszymi reżyserami: Andrzejem Wajdą ("Miłość w Niemczech"), Jerzym Hoffmanem ("Wedle wyroków twoich"), Agnieszką Holland ("Gorzkie żniwa" i "Europa, Europa"). Brauner lubi pracować z Polakami, ponieważ ceni sobie ich uczciwość, umie z nimi rozmawiać i zna ich mentalność.

Twierdzi, że tak długo będzie produkował filmy, jak długo będzie w stanie podołać zadaniom i że już od dawna wcale nie chodzi mu - multimilionerowi - o pieniądze: "W wielkiej miłości nie jest to żaden odosobniony przypadek, a film jest moją wielką miłością! Wiadomo, że nie zawsze jest ona odwzajemniona, że przynosi rozczarowania, bolesne doświadczenia, często pozbawiona jest nadziei, a jednak nie można z niej zrezygnować. To tkwi we krwi, która się wzburza, odpływa, nic nie można przeciw temu uczynić, nawet gdyby się chciało. To nie ma nic wspólnego z logiką, a już na pewno nie z rozsądkiem. "Zabroń prząść jedwabnikowi" - to zdanie jest ostatnią odpowiedzią na pytanie, dlaczego ja właściwie ciągle jeszcze robię filmy. I będę to robił także w przyszłości". W uznaniu "długoletniej i wybitnej działalności na polu filmu niemieckiego" został odznaczony Złotą Wstęgą Filmową. Jest także laureatem ARTURA - Nagrody Specjalnej Muzeum Kinematografii w Łodzi - którego otrzymał "za twórczy wkład w rozwój sztuki filmowej".

Informację wprowadził(a): Bogusława Jagusiak (2007-03-30)
Rejestr zmian | Statystyka | Liczba odwiedzin: 5156
Redakcja     Administracja     Wykonanie:  P®ESTO