Strona głównaKontaktDodaj do ulubionychZnajdźMapa serwisuPowiększ tekstZmniejsz tekst
Strona główna
 
Menu
Polityka prywatności i plików cookies
Informacja UMŁ
Opłata skarbowa
Podatki lokalne
Odbiór dowodu osobistego
Biuro Rzeczy Znalezionych
Nieodpłatna pomoc prawna
e-urząd
Praca
Oświadczenia majątkowe
Jednostki pomocnicze Miasta (osiedla)
Organizacje pozarządowe
Dla inwestora
Informacje dla osób niepełnosprawnych
Miejski Rzecznik Konsumentów
Budżet Miasta
Dokumenty strategiczne
Spółki z udziałem Miasta
Rejestry, ewidencje, archiwa
Konsultacje społeczne
Otwarte dane
Instrukcja obsługi
Ponowne wykorzystywanie
Redakcja BIP
Kontakt z UMŁ
Serwis internetowy UMŁ
Arnold Mostowicz<<

(1914-2002)

Trudna miłość, archeolog pamięci, czuł się łodzianinem, choć przez od kilkudziesięciu lat w Łodzi nie mieszkał. Arnold Mostowicz obdarzył Łódź miłością wielką i nie do końca uzasadnioną. We wstępie do książki "Łódź moja zakazana miłość" na pytanie: "skąd moja miłość do Łodzi ?", odpowiada sobie po prostu: "nie wiem..." Ale każda jego wypowiedź na temat Łodzi, każdy fragment, gdzie pojawiają się jego łódzkie wspomnienia, udowadnia, że było to dla niego miejsce niezwykle ważne.

Urodził się w Łodzi w 1914 roku. Jego rodzina ze strony ojca pochodziła z Krośniewic spod Kutna. W końcu XIX wieku ojciec Mostowicza, Ignacy - wówczas kilkunastoletni chłopiec - przybył do miasta, które już w tamtych czasach nazywano Ziemią Obiecaną. Pracował jako chłopiec na posyłki i sprzedawca w firmie Zachariasza Warszawskiego będącej hurtowym przedstawicielstwem zakładów Krusche-Endera, a jednocześnie intensywnie się uczył. Zanim zdał maturę i wyjechał do Warszawy, by studiować prawo, sprowadził do Łodzi niemal całą swoją krośniewicką rodzinę. Wszyscy zamieszkali w domu przy ulicy Cegielnianej 9. W połowie lat dwudziestych ulica otrzymała nazwę Śródmiejska, a dom - numer 26. Dziś to miejsce funkcjonuje jako Więckowskiego 26. Jak wyglądała w pierwszych latach wieku ta ulica i dom, gdzie co sobotę w mieszkaniu babki zbierała się cała rodzina, można się dowiedzieć z książek Arnolda Mostowicza. To w nich pisarz ożywił przeszłość miasta i niezwykłą atmosferę, która towarzyszyła tamtym czasom i tamtej Łodzi, której już nie ma. "Trzeba widać dożyć tak sędziwego wieku, jakiego dożyłem, by zdać sobie sprawę, że bywają długi wdzięczności również wobec wszystkiego, co w czasach naszej młodości otwierało nam świat ulotnych wrażeń czy trwałych przeżyć" - napisał w szkicu "Pamiętajcie o ogrodach".

Jego dziadek ze strony matki, Salomon Goldsztajn, był łódzkim felczerem, człowiekiem wierzącym, ale całkowicie zasymilowanym z kulturą polską. Miał pięciopokojowe mieszkanie przy ulicy Narutowicza, co było dowodem jego zamożności i znaczenia. Dał córce posag, a na zięciu wymógł, by zajął się jakimś konkretnym zajęciem. Ojciec Mostowicza, którego wielką miłością i pasją była literatura i teatr (w stolicy związał się z kołem literackim Icchaka Lejba Pereca, jednego z największych poetów jidisz, przyjaźnił się z Szolem Alejchemem, innym wybitnym pisarzem żydowskim), zarabiał na życie pracując w hurtowni tkanin, potem prowadził sklep z materiałami włókienniczymi. Jednocześnie brał czynny udział w życiu kulturalnym żydowskiej Łodzi. Prowadził studio teatralne, pisał wiersze i felietony. Był zresztą człowiekiem niezwykle wszechstronnym i utalentowanym. Gdy w okresie międzywojennym rodzinę przycisnęła bieda, opracował metodę produkowania tzw. kanw, specjalnych tkanin sprowadzanych dot[.1]ąd wyłącznie z zagranicy. To ów wynalazek pozwolił mu w ciągu krótkiego czasu wzbogacić się na tyle, by w 1932 roku wysłać syna na studia medyczne do Francji. Arnold Mostowicz przedstawił atmosferę swoich studenckich lat w książce "Miłość z wariatem w tle" (1993). Przez sześć lat do Polski przyjeżdżał z Francji tylko na wakacje. Do kraju wrócił po studiach, tuż przed wybuchem wojny. We wrześniu 1939 roku, uciekając z Łodzi przed armią niemiecką, trafił do Warszawy. W czasie oblężenia stolicy pracował w szpitalu Dzieciątka Jezus. Potem - przez cztery lata - był lekarzem w łódzkim getcie.

"Jeszcze wczoraj - wczoraj? Nie, kilka miesięcy temu - w oblężonej Warszawie uczył się alfabetu wojny totalnej prowadzonej przez Niemców przeciw Polsce. To była jego wojna, tak jak była wojną trzydziestu pięciu milionów Polaków. Brał w niej udział na ulicy, w domu, w przygodnych szpitalikach, w szpitalu wreszcie. Klęska Polski była jego klęską. Nie miał jednak czasu na jej rozpamiętywanie. Nim dokonał remanentu swoich strat, Niemcy rozpętali nową wojnę. Z Żydami. A więc ponownie z nim" - wspomina ten okres w książce "Żółta gwiazda i czerwony krzyż" (1988). W sierpniu 1944 roku, po likwidacji getta w Łodzi, Mostowicz trafił do Oświęcimia, a potem do kilku innych obozów hitlerowskich na terenie III Rzeszy. Po wojnie nie podjął praktyki lekarskiej. Zajął się dziennikarstwem i literaturą. Był m.in. redaktorem naczelnym "Gazety Krakowskiej" i "Szpilek". Pisał książki popularyzujące naukę ("Biologia zmienia człowieka", "Biologia zmienia medycynę", "Biologia uczy myśleć"). Zajmował się również fantastyką. W książkach "My z kosmosu", "O tych co z kosmosu", "Zagadka Wielkiej Piramidy", "Spór o Synów Nieba", próbował wyjaśnić tajemnice intrygujące ludzkość od wieków. Parał się też tłumaczeniem. Opracował antologię humoru francuskiego i radzieckiego, wydał tomy opowiadań francuskich humorystów Alfonsa Allais i Camiego. Mieszkał w Krakowie i w Warszawie. Do Łodzi przyjeżdżał sporadycznie. W łódzkim getcie zginęła niemal cała jego rodzina. "Najdłużej ciągnęło się umieranie sześciu wnuków najstarszej siostry ojca... Im wszystkim wypisałem karty zgonu. Z całej krośniewickiej rodziny zostałem sam - bez jednej łzy w oku" - wyznał po latach.

Mimo licznych prób porzucenia rodzinnego miasta, mimo wielu lat oddalenia, Łódź wracała wciąż we wspomnieniach, rozmowach i snach. Dopominała się należnego miejsca w jego pamięci. Tak jak pamięci dopominali się łódzcy Żydzi. Kiedy w 1995 roku w Łodzi powołano do życia Fundację Monumentum Iudaicum Lodzense, której celem była opieka nad dziedzictwem łódzkich Żydów, głównie nad cmentarzem żydowskim na Bałutach, został jej prezesem. "Chodzi nam o przywrócenie pamięci o zamordowanym narodzie żydowskim. Cmentarz jest punktem wyjścia dla działań późniejszych, które będą miały na celu przypomnienie roli i znaczenia łódzkiego żydostwa w rozwoju miasta" - tłumaczył dziennikarzom. Jego zdaniem Łódź jest jedynym miastem w Europie, gdzie Żydzi odegrali tak wielką i twórczą rolę w życiu społecznym, politycznym i kulturalnym. Właściwie we wszystkich dziedzinach łódzcy Żydzi zapisali przepiękną kartę - podkreślał Mostowicz i na dowód tego przytaczał długą listę nazwisk wspaniałych artystów, naukowców, lekarzy związanych z Łodzią: Jankiel Adler, Mosze Broderson, Artur Szyk, Seweryn Sterling, a dalej Artur Rubinstein, Julian Tuwim, Maurycy Trębacz, Aleksander Tansmann...

W ostatnich latach swego życia Arnold Mostowicz zrobił bardzo wiele dla ożywienia pamięci o łódzkich Żydach. Nie tylko intensywnie kwestował na rzecz ratowania i odnowienia cmentarza żydowskiego - czego efektem jest sporo wykonanych prac na bałuckim kirkucie - ale również służył tej sprawie swoim piórem. "Łódź moja zakazana miłość" to zbiór artykułów i publikacji drukowanych w ostatnich latach w różnych polskich pismach, a poświęconych Łodzi oraz łódzkim Żydom (2000). Jego książkę spina klamra: dwa ważne przemówienia. Jedno wygłoszone zostało w Łodzi z okazji nadania mu tytułu Honorowego Obywatela Miasta Łodzi, drugie - w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego - z okazji obchodów 50. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Oba teksty zawierają przesłanie, które towarzyszyło życiu i działalności pisarza: "Pragnę stale i ciągle przypominać obecność społeczności żydowskiej w dziejach mojej Łodzi, skoro wkrótce ta pamięć będzie jedynym, co po tej społeczności pozostanie".

Wielu łodzian zauważyło i doceniło jego pracę i poświęcenie. Coraz więcej osób interesuje się przeszłością miasta, dostrzega jego wielokulturowe korzenie. O Łodzi, gdzie obok siebie współistniały różne narody i różne religie, coraz więcej się mówi i pisze. Do miasta zaczęła przyjeżdżać młodzież żydowska z Izraela i USA. Nie tylko po to, by zobaczyć, gdzie ich dziadkowie umierali, ale gdzie żyli. Zaczęto też uważniej przyglądać się przeszłości miasta. Zauważono, że bezwzględni łódzcy kapitaliści, wśród których nie brakowało fabrykantów żydowskiego pochodzenia, po tym jak już się wzbogacili, zbudowali też w Łodzi pałace i kamienice, które dziś są chlubą miasta, finansowali kościoły, tworzyli gazety, chodzili na koncerty i wystawy, wspierali artystów.

"Kiedyś w duchu przekory wymarzyłem sobie głośno, że może kiedyś na Piotrkowskiej, gdzieś w Alejach czy może w Helenowie powstanie pomnik Nieznanego Lodzermenscha, tego, któremu Łódź zawdzięczała i dziesiątki bibliotek i wspaniałą orkiestrę symfoniczną, żywy teatr i w ogóle rozwój życia artystycznego" - pisał w jednym z esejów. "Nie ma obawy, taki pomnik nieprędko zostanie wzniesiony" - uspokajał Arnold Mostowicz. Ale gdyby przypadkiem tak się stało, niewątpliwie byłaby to również w dużym stopniu jego zasługa i sukces. Zmarł 3 lutego 2002 roku w Warszawie.

Informację wprowadził(a): Bogusława Jagusiak (2007-03-30)
Rejestr zmian | Statystyka | Liczba odwiedzin: 5736
Redakcja     Administracja     Wykonanie:  P®ESTO