Urząd Miasta Łodzi BIP UMŁ

Biuletyn informacji publicznej

Honorowe Obywatelstwo Miasta Łodzi


Honorowi Obywatele Miasta

Artur Brauner
Art Bern, Art Bernd, Arthur Brauner

Łodzianin, producent filmowy z Berlina; lubi cygańskie romanse i szybkie samochody; mówi po polsku, rosyjsku, rumuńsku, po niemiecku i angielsku. 
Jego znaki rozpoznawcze to czarny smoking, częściowa łysina, "francuski" wąsik i znakomicie prosperująca od połowy lat 40. prywatna wytwórnia filmowa. Jest jednym z najwybitniejszych europejskich producentów i menedżerów filmowych. 

W jego biografii fakty mieszają się ze zmyśleniami, wiele jest "białych plam" i niejasności. Jedna z wersji podaje, że urodził się w Rumunii, w rodzinie kupieckiej. Przyszedł na świat w Łodzi 1 sierpnia 1918 roku, w zamożnej żydowskiej rodzinie. Był pierworodnym synem handlującego drewnem hurtownika, Moshe Braunera i jego żony Brany. Nadano mu imię Abraham, jednak bardzo wcześnie (już w szkole powszechnej) przestał używać tego imienia, życząc sobie, by nazywać go Arturem. Wraz z czwórką rodzeństwa - Wolfem, Felą, Dawidem oraz Idą - wychowany został zgodnie z żydowską tradycją, aczkolwiek nie w sposób ortodoksyjny. 

Był utalentowany muzycznie. Z pasją grywał na skrzypcach, śpiewał i komponował. Ale jego największą miłością było kino. Nie mógł bez niego żyć. Nad łóżkiem wieszał zdjęcia filmowych bohaterów i pod byle pretekstem, używając nierzadko przedziwnych forteli, wymykał się z domu, by usiąść w ciemnej, dusznej sali i niecierpliwie czekać na pojawienie się na ekranie przygód twardych kowbojów, "typów spod ciemnej gwiazdy", szeryfów czy bohaterskich amantów. Spośród wszystkich największe wrażenie wywarła na nim postać demonicznego, władczego doktora Mabuse z filmów Fritza Langa. Jak się po latach okazało, jego sposób pojmowania kina zdeterminowany był dziecięcymi i młodzieńczymi przeżyciami oraz doświadczeniami, których doznawał godzinami przesiadując w salach łódzkich kin "Luna", "Casino", "Splendid", "Bajka"... 

Po napaści Niemiec na Polskę wraz z całą rodziną trafił do łódzkiego getta, skąd udało mu się uciec i przedostać na teren Związku Radzieckiego. Przeżył. Przeżyli również jego najbliżsi. Do lat spędzonych w okupowanej Polsce wraca niechętnie. Ten okres to dla niego przymus noszenia żółtych gwiazd, zamknięcie w getcie, ucieczki, głód, choroby, zdrady, ciągły terror - koszmar, którego szczegółów nie zdradził jak dotąd nikomu. 

Po wojnie Brauner nie pozostał w Polsce, chociaż rodzinna Łódź ocalała. Postanowił wraz z bratem Wolfem wyjechać do Ameryki Północnej. Trafił jednak do Berlina. Tam założył rodzinę (żona Maria, syn Henry, córki Fela i Alice) i w zawrotnym tempie zaczął robić zawodową karierę, której początkiem było założenie w 1946 roku własnej wytwórni filmowej CCC-Film-Kunst. Z łatwością wtopił się w społeczeństwo niemieckie, choć do dziś mówi o Niemcach: "Oni". Jest typem "self-made-mana". Uważa, że dobry producent to ktoś, kto potrafi z całego mnóstwa pomysłów i propozycji wybrać temat najbardziej nośny i najbardziej interesujący, znaleźć dla niego odpowiedniego scenarzystę (czasem na jego użytek powstaje osiem, dziesięć a nawet dwanaście wersji scenariuszowych), reżysera, przyzwoitą obsadę i wreszcie zapewnić mu światową dystrybucję. 
Niezwykle - ekstremalnie wręcz - oszczędny, niespotykanie obrotny, twardy, ambitny, uparty w dążeniu do celu, tytan pracy, mocno stąpający po ziemi realista, a przy tym szarmancki, o ujmującej osobowości, tworząc nieustannie swój image i rozwijając swoją CCC, stał się gwiazdą. To na nim skupiały się spojrzenia kinowej publiczności, to on był w centrum zainteresowania reporterów, o nim pisały wszystkie plotkarskie pisma, to on brylował na wszelkich filmowych uroczystościach. Zawsze elegancki, nienagannie ubrany, pełen radości życia, stał się symbolem bogactwa i luksusu. Taki właśnie, wykreowany wiele lat temu przez samego siebie, wizerunek magnata przemysłu filmowego z ogromną starannością pielęgnuje do dziś. 

W ciągu ponad półwiecza pracy zawodowej Artur Brauner zrealizował z górą dwieście pięćdziesiąt filmów. Dobrych i złych, przynoszących zarówno zyski, jak i straty. Znaczące miejsce zajmują wśród nich te, które przedstawiając problem holocaustu, nie pozwalają zapomnieć o latach nazistowskiego reżimu. Zetknął się z największymi i najlepszymi twórcami światowego kina, lecz - co warto podkreślić - nigdy nie zapomniał o swym polskim pochodzeniu i swych związkach z Łodzią. 

Jest pierwszym zachodnim producentem, który wszedł na polski rynek filmowy. Już w 1958 roku z reżyserem Aleksandrem Fordem zrealizował "Ósmy dzień tygodnia". Efektem ich wspólnych działań były jeszcze trzy inne obrazy ("Lekarz stwierdza", "Pierwszy krąg", "Jest pan wolny, doktorze Korczak"). 

Po 1968 roku nastąpiła kilkunastoletnia przerwa w kontaktach Braunera z Polską, które odżyły dopiero w latach 80. i zaowocowały znaczącymi utworami nakręconymi z najlepszymi reżyserami: Andrzejem Wajdą ("Miłość w Niemczech"), Jerzym Hoffmanem ("Wedle wyroków twoich"), Agnieszką Holland ("Gorzkie żniwa" i "Europa, Europa"). Brauner lubi pracować z Polakami, ponieważ ceni sobie ich uczciwość, umie z nimi rozmawiać i zna ich mentalność. 

Twierdzi, że tak długo będzie produkował filmy, jak długo będzie w stanie podołać zadaniom i że już od dawna wcale nie chodzi mu - multimilionerowi - o pieniądze: "W wielkiej miłości nie jest to żaden odosobniony przypadek, a film jest moją wielką miłością! Wiadomo, że nie zawsze jest ona odwzajemniona, że przynosi rozczarowania, bolesne doświadczenia, często pozbawiona jest nadziei, a jednak nie można z niej zrezygnować. To tkwi we krwi, która się wzburza, odpływa, nic nie można przeciw temu uczynić, nawet gdyby się chciało. To nie ma nic wspólnego z logiką, a już na pewno nie z rozsądkiem. "Zabroń prząść jedwabnikowi" - to zdanie jest ostatnią odpowiedzią na pytanie, dlaczego ja właściwie ciągle jeszcze robię filmy. I będę to robił także w przyszłości". W uznaniu "długoletniej i wybitnej działalności na polu filmu niemieckiego" został odznaczony Złotą Wstęgą Filmową. Jest także laureatem ARTURA - Nagrody Specjalnej Muzeum Kinematografii w Łodzi - którego otrzymał "za twórczy wkład w rozwój sztuki filmowej".
Karl Dedecius

Pisarz, wybitny tłumacz literatury polskiej na język niemiecki, założyciel i długoletni dyrektor Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej w Darmstadt.

Karl Dedecius urodził się 20 maja 1921 roku w Łodzi, w spolonizowanej rodzinie niemieckiej. Dziełem jego życia była 7-tomowa, licząca kilkanaście tysięcy stron, Panorama literatury polskiej XX wieku. Pisarz otrzymał wiele nagród i najwyższe odznaczenia państwowe Polski i Niemiec, między innymi: Nagrodę Deutsche Akademie für Sprache und Dichtung w Darmstadt (1967), Nagrodę Fundacji Jurzykowskiego w Nowym Jorku (1968), Dyplom Honorowy ZAiKS-u (1970) i Nagrodę ZAiKS-u (1978), Nagrodę Specjalną Polskiej Fundacji Kultury (1988), Nagrodę Pokojową Niemieckich Księgarzy (1990), Wielki Federalny Krzyż Zasługi z Gwiazdą (1994), krzyż komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (1995), Nagrodę im. Samuela Lindego (1996), Nagrodę im. Andreasa Gryphiusa (1997), I Nagrodę Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą (1999). Pięć wyższych uczelni nadało mu tytuł doktora honoris causa: Uniwersytet Alberta Magnusa w Kolonii (1976), Katolicki Uniwersytet Lubelski (1987), Uniwersytet Łódzki (1990), Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu (1994) i Uniwersytet Jagielloński (2000). Karl Dedecius był też członkiem wielu polskich, niemieckich i europejskich towarzystw naukowych i instytucji kultury.

 

    

Karl Dedecius zmarł 26 lutego 2016 r. we Frankfurcie nad Menem.
Kazimierz Dejmek

 (1924-2002) 

Aktor, reżyser, dyrektor teatrów, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Łodzi (1952-1955), prezes Związku Artystów Scen Polskich (1988-1989), poseł na sejm, minister kultury i sztuki (1993-1996). 

Urodził się 17 maja 1924 roku w Kowlu na Wołyniu. Studiował w Studiu Dramatycznym Iwo Galla w Krakowie i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Łodzi. Jako aktor debiutował w 1945 roku w Teatrze Ziemi Rzeszowskiej rolą Jaśka w Weselu Stanisława Wyspiańskiego. Później występował w Jeleniej Górze, a w latach 1946-1949 w Teatrze Wojska Polskiego w Łodzi. 

Aktorstwo było epizodem w życiu Kazimierza Dejmka. Do historii polskiego teatru wszedł jako dyrektor konsekwentnie tworzący program repertuarowy podporządkowany świadomie obranemu celowi, którym jest służba narodowi. W teatrze widzi instytucję wychowawczą, zobowiązaną do zabierania głosu i kształtowania opinii w ważnych sprawach narodowych, społecznych, ludzkich. Otwartość i wrażliwość pozwalały mu we właściwych momentach historycznych, społecznych czy politycznych zawirowań zabierać głos. Inscenizacje tekstów literackich, niezależnie czy sięgał po literaturę współczesną, czy staropolską służyły do przekazania widowni istotnego przesłania. Teatr Kazimierza Dejmka jest w najlepszym tego słowa znaczeniu, teatrem zaangażowanym. 

W założonym wraz z grupą młodych aktorów w 1949 roku łódzkim Teatrze Nowym Dejmek ukształtował się jako reżyser-inscenizator. Przeszedł proces ewolucji od zbuntowanego przeciw wszelkiej tradycji bezkrytycznego realizatora socrealistycznego schematu estetycznego do świadomego odpowiedzialności wobec tejże tradycji artysty. W czasie dwu dyrekcji (1949-1961 i 1975-1979) zrealizował ponad czterdzieści premier. Do najgłośniejszych należą: "Brygada szlifierza Karhana" Vaka Kani (1949), Łaźnia Włodzimierza Majakowskiego, ostro piętnująca wypaczenia zbiurokratyzowanego systemu (1954), Święto Winkelrida Jerzego Andrzejewskiego - Jerzego Zagórskiego, jadowicie parodiujące wynaturzenia narodowych tradycji i ludzkich charakterów (1956) oraz rozrachunkowy spektakl "Ciemności kryją ziemię", według powieści Jerzego Andrzejewskiego (1957). 

Drugim, obok współczesnego polityczno-społecznego, nurtem zainteresowań Kazimierza Dejmka była klasyka literatury polskiej, penetrowana pod kątem analizy źródeł psychicznych ułomności narodu i jednostki, ale i wskazywania jego tężyzny, witalności i poczucia humoru. W tym nurcie mieszczą się przedstawienia: Noc Listopadowa (1956) i Akropolis (1960) Stanisława Wyspiańskiego, Barbara Radziwiłłówna Alojzego Felińskiego (1958), Żywot Józefa Mikołaja Reja (1958), Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim Mikołaja z Wilkowiecka (1961), Uciechy Staropolskie (1981). Premiera misterium pasyjnego o walce dobra ze złem, opowiadając się po stronie istotnych, choć nie zawsze widocznych gołym okiem wartości, była wydarzeniem artystycznym w historii Teatru Nowego. Jej kontynuacją był wystawiony w 1975 roku Dialogus de Passione albo Żałosna Tragedyja o Męce Pańskiej.

Realizacje tekstów staropolskich są bardzo ważnym elementem w twórczości Dejmka. Wraca do nich, czasem od razu czasem po latach, w różnych teatrach cyzelując do perfekcji ich formę. Żywot Józefa wystawiał trzykrotnie: w 1958, 1965, 1985 roku; Historyję o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim w 1961 roku w Teatrze Nowym i w 1962 roku Teatrze Narodowym; Dialogus de Passione albo Żałosna Tragedyja o Męce Pańskiej w 1969 roku w Teatrze Ateneum w Warszawie (wówczas nie doszło do premiery), w 1975 i 1977 roku w Teatrze Nowym, w 1998 roku w Teatrze Narodowym. W okresie drugiej dyrekcji w łódzkim Teatrze Nowym, oprócz wspomnianego wcześniej Dialogusa de Passione albo Żałosna Tragedyja o Męce Pańskiej i Uciech Staropolskich, wystawił m.in. Operetkę Witolda Gombrowicza (1975), Garbusa (1975) i Vatzlava (1979) Sławomira Mrożka, Wielkiego Fryderyka Adolfa Nowaczyńskiego (1977), Cień Wojciecha Młynarskiego według Eugeniusza Szwarca (1977), Patnę adaptację powieści Josepha Conrada Lord Jim (1976), które poruszały problemy mechanizmów tworzenia historii, relacji społecznych i odpowiedzialności jednostki. Na Małej Scenie tegoż teatru stworzył serię wieczorów poezji Antoniego Słonimskiego, Jana Lechonia, Zbigniewa Herberta. 

Indywidualność Kazimierza Dejmka, jego zainteresowania repertuarowe, pogląd na stosunek teatru do rzeczywistości i tradycji, osiągnięcia artystyczne wpłynęły decydująco na charakter teatru i sprawiły, że osiągnął znaczenie pozalokalne. Siła jego teatru zasadza się na kształtowaniu rzeczywistości scenicznej według własnego rozumienia świata, a nie uleganiu modom. W tym duchu, w latach 1962-1968, jako dyrektor Teatru Narodowego realizował kanon polskiej klasyki teatralnej - od staropolskiego dramatu przez utwory romantyków po literaturę współczesną. Repertuar ten, jak zawsze u Dejmka, podporządkowany jest nadrzędnemu celowi - służbie narodowi. Dobitnym tego przykładem było przedstawienie Dziadów Adama Mickiewicza (1967), które odniosło nie tylko wielki sukces artystyczny, ale stało się początkiem wydarzeń Marca 1968 roku. 

W latach 1968-1974 Kazimierz Dejmek reżyserował w kraju (w Teatrze Ateneum i Teatrze Dramatycznym w Warszawie oraz Teatrze Wielkim w Łodzi) i za granicą (w Piccolo Teatro w Mediolanie i Burgtheater w Wiedniu). Od 1981 roku do 1995 roku był dyrektorem Teatru Polskiego w Warszawie, gdzie kontynuował swój model teatru wiernego tradycji, a jednocześnie współczesnego i aktualnego. Wystawił utwory m.in. Sławomira Mrożka: Ambasador (1981), Vatzlav (1982), Portret (1990) oraz dramaty Stanisława Wyspiańskiego. 

Kazimierz Dejmek realizował także przedstawienia operowe w Teatrze Wielkim w Łodzi Henryk VI na łowach Kazimierza Kurpińskiego (1972), Diabły z Loudun Krzysztofa Pendereckiego (1975); w Operze Kameralnej w Warszawie Halka Stanisława Moniuszki (1997), Cud, czyli krakowiacy i górale Wojciecha Bogusławskiego (1999). 
Teatr Kazimierza Dejmka, jego osobowość twórcza i artystyczna pozostawały w centrum uwagi zarówno publiczności jak i krytyki teatralnej. Świadczą o tym liczne nagrody krajowe i zagraniczne, m.in. Nagrody Państwowe (1951, 1955, 1984), Nagroda Ministra Kultury i Sztuki (1962), Nagroda Francuskiej Krytyki Teatralnej (1964), Nagroda Fundacji Jurzykowskich (Nowy Jork 1975), Nagroda Herdera (Wiedeń 1975). 
Został odznaczony m.in. Orderem Sztandaru Pracy II klasy, Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. W 2000 roku Rada Miejska Łodzi przyznała mu Honorowe Obywatelstwo Miasta.

Richard Demarco

Richard Demarco - jest artystą malarzem, grafikiem, rysownikiem a także wybitnym organizatorem ruchu artystycznego i nauczycielem akademickim.
Pochodzi z Portobello koło Edynburga we włosko-irlandzko-szkockiej rodzinie. Kształcił się w znakomitych instytutach brytyjskich: Holy Cross Academy, Edinburgh College of Art, Moray House College, Royal Army Education Corps, Duns Scotus Academy. 
Jest współzałożycielem i wicedyrektorem Traverse Theatre a także założycielem i dyrektorem The Richard Demarco Gallery. 
Pracował w instytucjach i fundacjach kultury – teatralnych i plastycznych.

Od 1947 roku Richard Demarco zorganizował 1500 wystaw sztuk plastycznych i ponad 900 realizacji sztuk teatralnych. Propaguje sztukę poprzez swoje programy - wystawy, spektakle, wykłady - w 55 edycjach międzynarodowego Festiwalu Edynburskiego. 
Jednocześnie zyskuje popularność jako rysownik i akwarelista. Jest właścicielem około miliona fotografii, dzieł sztuki, osobistych pamiątek dokumentujących życie artystyczne i rozwój powojennej awangardy. Jego zainteresowanie sztuką i kulturą polską sprawia, że organizuje w krajach języka angielskiego spektakle Józefa Szajny, Tadeusza Kantora a także Warsztatu Formy Filmowej.

Łódź zawdzięcza Richardowi Demarco dodatkową promocję Muzeum Sztuki i Szkoły Filmowej w świecie, czego najbardziej spektakularnym przykładem była organizacja wystawy Polskiej Sztuki Współczesnej „Atelier 72” w Edynburgu. 
Łódzkie środowisko artystyczne reprezentowali wówczas Stanisław Fijałkowski, Wojciech Bruszewski, Ryszard Waśko, Zbigniew Rybczyński i nieżyjący już Antoni Mikołajczyk. Podobne prezentacje Richard Demarco organizował także później w latach 1979, 1983 i 1986.

W swych wykładach artysta głosi znaczenie Łodzi dla promocji sztuki współczesnej i podkreśla rolę naszego miasta w kontaktach z Edynburgiem.
Za promocję sztuki Europy środkowo-wschodniej w 2007 roku królowa Elżbieta II nadała Richardowi Demarco tytuł Commander of the British Empire. Rząd włoski nadał mu tytuł Cavaliere della Republica d Italiana. Posiada także wyróżnienia rządu francuskiego i Szkocji.

Za upowszechnianie kultury polskiej za granicą otrzymał w 1976 roku Złoty Krzyż Zasługi a w 2007 medal „Zasłużony dla Kultury Gloria Artis”. Jest doctorem honoris causa Dundee University w Szkocji, Atlanta College w USA i Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.

Richard Demarco po raz pierwszy odwiedził Łódź w 1968 roku i od tej pory był już u nas około 50 razy. Aktywnie wspierał starania Łodzi w rywalizacji o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.
Tytuł Honorowego Obywatela Miasta Łodzi R. Demarco otrzymał w 2008 roku.

Marek Edelman

  (1921-2009)

"Nie wiem co to jest bohaterstwo. Każdy robi co może" - mówił Marek Edelman, ostatni dowódca powstania w warszawskim getcie. Swoim życiem udowadniał, jak wiele może jeden, pojedynczy człowiek. 
Nie lubił mówić o sobie. Chętnie jednak zabierał głos w sprawach ważnych, zwłaszcza w obronie innych ludzi - poniżanych, mordowanych, bezbronnych. Nie odmawiał też, gdy trzeba było pójść na spotkanie z młodzieżą i odpowiadać nawet na najtrudniejsze pytania. Spotykał się z młodymi Niemcami, Żydami, Amerykanami, którzy przyjeżdżali do Łodzi. "To jest młode pokolenie. Im trzeba mówić, co tu się stało, żeby nie powtórzyli błędów swoich dziadków" - wyjaśniał. 

Przez ponad 50 lat Marek Edelman związany był z Łodzią, ale dzieciństwo i młodość spędził w Warszawie. Urodził się w 1921 roku w Homlu na Białorusi, wkrótce jego rodzice przenieśli się do Warszawy. Ojciec umarł niedługo po przeprowadzce do stolicy Polski, matka - gdy miał 13 lat. Była aktywistką Bundu, żydowskiej socjalistycznej partii robotniczej. To wśród działaczy Bundu dorastał przyszły lekarz i społecznik. "Bundowcy nie czekali na Mesjasza ani nie zamierzali wyjeżdżać do Palestyny. Uważali, że Polska to jest ich kraj i bili się o Polskę socjalistyczną, sprawiedliwą, w której każda narodowość miałaby kulturalną autonomię, a prawa mniejszości byłyby zagwarantowane" - opowiadał kiedyś. Gdy wybuchła wojna Bund nadal działał. Jego działacze w getcie warszawskim organizowali m.in. zajęcia dla dzieci, szkoły, teatr. Zdaniem Edelmana to właśnie z tej pracy, z jej ducha narodził się ruch oporu w getcie. "Nie z terroru. Terror zabija opór. Natomiast duch solidarności i braterstwa sprzyja stawianiu oporu" - twierdził Marek Edelman. 

W 1942 roku był jednym z twórców Żydowskiej Organizacji Bojowej skupiającej młodzież żydowską, która zdecydowała się przeciwstawić Niemcom. Potem był jednym z dowódców powstania w warszawskim getcie. "Ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni. Więc podporządkowaliśmy się tej umowie" - mówił Hannie Krall w książce "Zdążyć przed Panem Bogiem". Chodziło o to, żeby się nie dać zarżnąć, chodziło o wybór sposobu umierania. Ale setki, tysiące jego rodaków poszło na śmierć w milczeniu. "Odprowadziłem 400 tysięcy ludzi na śmierć - wyznał Edelman, a po chwili dodał: - Ci ludzie, którzy poszli do komór gazowych, zachowali się nie mniej bohatersko niż ci, którzy walczyli z bronią w ręku". Przeżył powstanie jako jeden z nielicznych. Rok później wziął udział w powstaniu warszawskim. Po wojnie zdecydował się pozostać w Polsce. Dlaczego? Na ogół starał się unikać odpowiedzi na to pytanie. "Nie zadawajcie głupich pytań" - mówił zwykle i szybko zmieniał temat. Ale czasami zdarzało mu się dodać to jedno, bardzo ważne zdanie: "Ktoś przecież musiał zostać z tymi wszystkimi, którzy tu zginęli". 

W 1946 roku Marek Edelman zamieszkał w Łodzi, skończył studia medyczne, ożenił się, tu urodziły się jego dzieci. Zaczął pracować w szpitalu jako kardiolog. "Kiedy się dobrze zna śmierć, ma się większą odpowiedzialność za życie - wyznał wiele lat później - Każda, najmniejsza nawet szansa życia staje się bardzo ważna". Jako lekarz mógł nadal odpowiadać za ludzkie życie. Jak tam, w getcie. "Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując jego chwilową nieuwagę" - wyjaśniał Hannie Krall. 
Od wielu lat pracuje w łódzkim szpitalu im. M. Pirogowa. Jest tam ordynatorem Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej. Mieszka w niewielkim domu przy ulicy Zelwerowicza. Z Łodzi nie wyjechał nawet wtedy, gdy Polskę opuściła jego żona i dzieci. Po 1968 roku i antysemickiej nagonce nie potrafili już tutaj żyć, zamieszkali we Francji. On został. "Zwolnili mnie ze szpitala, to wszystko. Poza tym nic strasznego przecież mnie nie spotkało" - opowiadał. Ze szpitala im. S. Sterlinga został zwolniony w 1966 roku, ze szpitala wojskowego wyrzucono go dwa lata później, w 1968 roku z powodów politycznych nie przyjęto jego pracy habilitacyjnej. A jednak nie dał się zmusić do wyjazdu na stałe. Choć za granicę wyjeżdżał często, zawsze wracał do Łodzi. "Nigdy nikomu nie pozwalam dyktować, jak mam żyć - mówił - Każdy ma prawo żyć tam, gdzie chce i w sposób, jaki jemu odpowiada". 
Był świetnym lekarzem. W 1971 roku wprowadził w Polsce rewolucyjną metodę leczenia schorzeń sercowych polegającą na połączeniu krążenia żylnego z tętniczym. Dzięki niej uratowano wielu ludzi, którzy bez takiej operacji nie przeżyliby zawału. Do szpitala przychodził nawet podczas urlopu. "Personel trzeba trzymać krótko. Można go kochać, ale nie wolno tego pokazywać. Personel ma się bać. Co parę tygodni trzeba kogoś dla przykładu wyrzucić z roboty, nieważne czy jest winny czy nie" - opowiadał pół żartem pół serio dziennikarzom. Pracownicy łódzkiego szpitala im. M. Pirogowa przyznawali, że Edelman był trudnym szefem. Narzekali na jego niewyparzony język i szorstkie traktowanie, ale byli pełni podziwu dla jego profesjonalizmu i uczciwości. 

W połowie lat 70-tych związał się z opozycją demokratyczną. Podpisywał listy protestacyjne, uczestniczył w podziemnych zebraniach, sympatyzował z Komitetem Obrony Robotników, potem został działaczem "Solidarności". "KOR to było to samo co Bund w czasach mojej młodości. Dla mnie to była ciągłość, te same wartości: braterstwo, sprawiedliwość społeczna, nienawiść do dyktatury. Ideały Bundu przejął KOR i następnie przekazał je "Solidarności" - uważał dr Edelman. W grudniu 1981 roku został internowany. 
Wypuszczono go po paru dniach wiezienia, po interwencji intelektualistów z Zachodu. Do 1989 roku uczestniczył w podziemnym ruchu solidarnościowym, brał też udział w obradach Okrągłego Stołu. 

Kiedy w Polsce wybuchła wolność i działalność na rzecz demokracji przestała być konieczna, Edelman aktywnie zaczął zabierać głos na inne tematy istotne dla dzisiejszego świata. Wielokrotnie podkreślał, że obowiązkiem każdego człowieka jest udzielanie pomocy słabszym i zagrożonym. Wciągnęły go sprawy Bośni, potem Kosowa. Pomagał zarówno czynem - choćby jadąc z konwojem do Sarajewa, jak słowem. Jego apel skierowany do przywódców NATO w kwietniu 1999 roku opublikowały najpoważniejsze zachodnie dzienniki. "Aby nie powtórzyło się to, czego byłem świadkiem w warszawskim getcie apeluję do Was, przywódców wolnego świata, abyście nie poprzestali na nalotach lotniczych i wprowadzili do Kosowa żołnierzy. W obecnej sytuacji tylko obecność wojsk NATO może uchronić Albańczyków przed ludobójstwem - pisał - Wiem jak dla tych, którzy wysyłają żołnierzy na wojnę, bolesna jest świadomość, że mogą zginąć. Ale wiem - jak wszyscy w moim pokoleniu - że wolność ma i musi mieć swoją cenę". 

Marek Edelman podkreślał, że wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za losy świata. Niestety, ludzkość nie wyciągnęła żadnych wniosków z tamtej okrutnej wojny i historia znów się powtarza. Dlatego nieustannie trzeba angażować się w sprawy trudne i niebezpieczne. 
Trzeba stawać po stronie tych, którzy są słabi i opuszczeni. Trzeba przeciwstawiać się złu w każdej postaci. A także nauczyć młodzież, że najważniejszą rzeczą jest życie. Ale nie chodzi mu o życie byle jakie, o życie jakiekolwiek. Chodziło mu o życie godne. Takie, w którym liczy się przede wszystkim wolność i odpowiedzialność za drugiego człowieka. 

Był bezkompromisowy, a jednocześnie wolny od fobii i uprzedzeń. Nieraz wypowiadał słowa bezwzględne na temat Polski i Polaków, ale nie szczędził też gorzkich słów przedstawicielom narodu żydowskiego. Nie wahał się mówić rzeczy niepopularnych. Jego opinie liczyły się w świecie. Był osobistością, dzięki której do Łodzi przyjeżdżali w odwiedziny politycy, prezydenci, naukowcy, bo na mapie ich podróży po Polsce było łódzkie mieszkanie ostatniego dowódcy warszawskiego getta. W 1998 roku otrzymał Order Orła Białego. W dwa lata później miasto, które wybrał, by w nim żyć, nadało mu tytuł Honorowego Obywatela. Nie do końca czuł się łodzianinem, nie tu były jego korzenie. Ale los sprawił, że tu trafił, więc wrósł w to miasto i czuł się z nim związany. Na pytanie, czym jest ojczyzna, odpowiadał: "To jest mieszkanie, w którym się żyje. Dom, przed którym stoi drzewo. Podwórko. I piątka czy dziesiątka przyjaciół". W 2008 roku otrzymał Order Legii Honorowej. 

Ojczyzna Marka Edelmana znajdowała się w Łodzi, a Łódź powinna być z tego dumna. 

Marek Edelman zmarł na atak serca 2 października 2009 r. w Warszawie, w mieszkaniu przyjaciółki Pauli Sawickiej, u której rodziny mieszkał w ostatnich latach. Uroczystości pogrzebowe odbyły się pod stołecznym Pomnikiem Bohaterów Getta. Doktor Edelman został pochowany na Cmentarzu Żydowskim w Warszawie.

Jan Karski

  (1914-2000) 

Łodzianin z urodzenia. W mieście nad Łódką ukształtowano jego nieprzeciętną wolę, odwagę i determinację. Tu nauczył się współżyć z osobami innej nacji i religii. Z tego miasta wyruszał w świat z nadzieją tworzenia lepszej przyszłości. Wciągnięty w wir wielkiej historii, zaryzykował swe życie, by ratować Żydów skazanych na śmierć w gettach i obozach zagłady. Stał się jednym z Polaków, który ośmielił się zdemaskować i potępić antysemityzm. 

Walentyna z Burawskich i Stefan Ignacy Kozielewscy mieli już sześcioro dzieci (jedno zmarło jako niemowlę), kiedy wiosną 1914 roku urodził się im jeszcze jeden syn. Dali mu dwa imiona Jan Romuald. W księgach parafialnych kościoła Podwyższenia Świętego Krzyża w Łodzi jego przyjście na świat zapisano pod datą 24 kwietnia. On sam twierdzi jednak, że urodził się 24 maja. Kiedy miał niespełna sześć lat stracił ojca. Stąd też na jego wychowanie miał bezpośredni wpływ ukochana matka. W rodzinie panował swoisty duch patriotyzmu odwołujący się do chlubnych tradycji walk niepodległościowych dziadka Andrzeja Kozielewskiego, powstańca z 1863 roku. Żywa była również pamięć pradziadków ze strony matki, wiernych żołnierzy cesarza Napoleona. Nadto w sposób szczególny odnoszono się do Brygadiera Józefa Piłsudskiego. Miłość do tego ostatniego wpajała matka swemu najmłodszemu synowi w sposób wyjątkowy. W tym działaniu wspierał ją najstarszy syn Marian, żołnierz Legionów Polskich i działacz Polskiej Organizacji Wojskowej. Podobno mając sześć lat Janek nie tylko umiał czytać, ale nawet recytował duże fragmenty poezji Adama Mickiewicza. Te wyjątkowe zdolności chłopca spowodowały, że rok wcześniej poszedł do pierwszej klasy Szkoły Powszechnej nr 4, mieszczącej się przy ul. Targowej 14. Podobno miał dobre stopnie z historii i literatury, gorsze z matematyki i nauk przyrodniczych. Zachęcany przez matkę i jezuickich katechetów wstąpił wówczas do Sodalicji Mariańskiej (stowarzyszenia, którego celem było oddawanie szczególnej czci Matce Bożej). Jesienią 1926 roku rozpoczął naukę w Miejskim Gimnazjum Męskim im. Józefa Piłsudskiego. Uwielbiał dwie postacie historyczne: brygadiera Józefa Piłsudskiego i genialnego ministra spraw zagranicznych Francji przełomu XVIII i XIX stulecia Karola Talleyranda-Périgorda. 

Z rodzeństwem miał dość luźne kontakty. Opiekował się nim w sposób szczególnym najstarszy brat, Marian. Kiedy pod koniec szkoły średniej postanowił zostać dyplomatą, starszy brat - sprawujący wysokie funkcje w Policji Państwowej - wspierał jego zamiary i wykorzystywał swoje doskonałe kontakty w kręgach rządowych, by otworzyć bratu drzwi do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W 1931 roku Marian, pełniący funkcję komendanta wojewódzkiego policji we Lwowie, umożliwił matce i najmłodszemu bratu przeprowadzkę do miasta nad Pełtwią. Jan rozpoczął wówczas studia prawnicze w Uniwersytecie im. Jana Kazimierza. 
W tym momencie skończył się łódzki fragment życiorysu Jana Kozielewskiego-Karskiego. Okres niezwykle ważny w procesie wychowania, a zwłaszcza tworzenia podstaw funkcjonowania młodego człowieka i budowania wzorców postrzegania świata. Bez wątpienia warunki istniejące w łódzkiej kamienicy przy ul. Kilińskiego 71 wpłynęły na życiową zaradność dzieci Walentyny i Stefana Ignacego Kozielewskich. Tu nauczyli się oni solidności i odpowiedzialności w działaniu. Tu też pokochali wolną i niepodległą Polskę. Nauczyli się wiernie jej służyć, bez względu na konsekwencje. Przyjaźnie tu zwarte wytrzymały nie tylko próbę czasu, ale także uformowały sposób postępowania opartego na daleko idącej tolerancji. 

Ale w życiu Jana Karskiego był jeszcze jeden, ważny moment kiedy to łódzki rodowód zaważył na dalszych jego losach życiowych. Oto w trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku por. Kozielewski (oficer 5. Dywizjonu Artylerii Konnej, wchodzącego w skład Krakowskiej Brygady Kawalerii) dostał się do niewoli sowieckiej. W grupie kilku tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego i funkcjonariuszy Policji Państwowej przebywał w obozie Kozielszczyna na Ukrainie. Kiedy w październiku 1939 roku władze sowieckie rozpoczęły akcję wymiany jeńców pochodzących z ziem wcielonych do III Rzeszy, w grupie szczęśliwców znalazł się Kozielewski. Idealnie wykorzystał fakt swego urodzenia w Łodzi, wówczas miasta będącego w granicach państwa hitlerowskiego. 
Udało mu się wydostać z rąk sowieckich. Niedługo potem sprawnie działał w podziemiu i uczestniczył w misjach kurierskich. Natomiast jego towarzysze z obozu jenieckiego wywiezieni zostali do Ostaszkowa i Kozielska. Wszyscy oni wiosną 1940 roku zostali zamordowani w Kalininie lub Katyniu. 
Kiedy powrócił z kampanii wrześniowej dalej chciał być żołnierzem, tym razem w konspiracji. Ale dawni jego przełożeni stwierdzili, że jego predyspozycje i umiejętności znacznie lepiej będą wykorzystane w podziemnej dyplomacji. Na ścieżki konspiracji wprowadził go znowu starszy brat Marian. W czasie okupacji posługiwał się pseudonimem "Witold". Używał także nazwiska: Karski, Piasecki, Kucharski, Znamierowski, Kruszewski. 

W grudniu 1939 roku powierzono Janowi Karskiemu pierwszą misję dyplomatyczną do Francji. W czerwcu roku następnego udał się z kolejną misją na Zachód. W 1942 roku Komenda Główna Armii Krajowej zleciła mu niecodzienną misję zawiadomienia aliantów o tragedii narodu żydowskiego. Zaopatrzony w odpowiednie instrukcje w październiku opuścił Warszawę i udał się do Londynu. Rządowi RP na emigracji przekazał obszerne informacje o zagładzie narodu żydowskiego oraz apel o pomoc sprzymierzonych w tej kwestii. W kilka miesięcy później z polecenia rządu polskiego został wysłany do Waszyngtonu, gdzie raport dotyczący eksterminacji Żydów w okupowanej Polsce przekazał osobiście prezydentowi USA F. D. Rooseveltowi. Za działalność konspiracyjną i kurierską odznaczony został krzyżem srebrnym Orderu Virtuti Militari. 
Po zakończeniu wojny Jan Karski odmówił powrotu do Polski i postanowił zostać na stałe w USA. Przez pewien czas pełnił funkcję eksperta od spraw wschodnich i wykładowcy na kursach oficerów kontrwywiadu amerykańskich agencji rządowych. Pomiędzy 1946 a 1984 rokiem wykładał na Wydziale Służby Zagranicznej renomowanej uczelni jezuickiej Georgetown University. 9 lipca 1952 roku otrzymał tytuł doktora filozofii tegoż uniwersytetu i prowadził wykłady dotyczące sytuacji politycznej w Europie Wschodniej. We wrześniu 1955 roku rozpoczął, kilkumiesięczne wykłady w Azji Południowo-Wschodniej. Przez następne lata z ramienia Departamentu Stanu USA wygłaszał odczyty w krajach azjatyckich i afrykańskich. Wykładał także gościnnie w Columbia University. Publikował artykuły na łamach wielu czasopism amerykańskich (współpracował z "New Catholic Encyclopedia", "Encyclopedia Americana" i "Collier's Encyclopedia"). Nie lubił rozgłosu, stąd przed długie lata pozostawał w cieniu wielkich wydarzeń. Dopiero filmy dokumentalne "Shoah", "Struggle for Poland" i a zwłaszcza "Emisariusze" (w którym wystąpił wraz z Jerzym Lerskim i Janem Nowakiem-Jeziorańskim) wydobyły go z zakamarków historycznego zapomnienia. W tych okolicznościach środowiska żydowskie zaczęły interesować się prof. Janem Karskim w sposób szczególny. Zwieńczeniem tej akcji było zaliczenie go przez Instytut Yad Vashem w poczet "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata" (1982) oraz przyznanie mu Honorowego Obywatelstwa Państwa Izrael (1994). 
Kiedy w 1984 roku przeszedł na emeryturę, rozpoczął się dla niego okres specjalnych wykładów, nagród i odznaczeń. W 1986 roku otrzymał doktorat honoris causa Baltimore Hebrew College oraz Uniwersytetu Łódzkiego. Doktoraty honoris causa przyznały mu jeszcze Oregon State University (1990), Uniwersytet Warszawski (1991), Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (1993). 
15 maja 2000 roku otrzymał Honorowe Obywatelstwo Miasta Łodzi. Wówczas to mówił, że jest to jego ostatnia wizyta w Łodzi i Polsce. W dwa miesiące później, 13 lipca zmarł w waszyngtońskim szpitalu.

Stanisław Liszewski

Profesor zwyczajny dr hab. Stanisław Liszewski

Profesor zwyczajny dr hab. Stanisław Liszewski urodził się 11 listopada 1940 r. w Łodzi. Jego droga naukowa była związana z Uniwersytetem Łódzkim, gdzie w 1987 roku uzyskał tytuł profesora.

Założył Zakład Geografii Miast i Turyzmu, którym kierował, a następnie Katedrę i Instytut o tej samej nazwie. Był prodziekanem i dziekanem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi, a także prorektorem i przez dwie kadencje rektorem Uniwersytetu Łódzkiego.

W tym samym czasie był Przewodniczącym Konferencji Rektorów Państwowych Szkół Wyższych Łodzi. Podczas jego rektoratu wybudowano i wyremontowano 31 obiektów uniwersyteckich, dając podstawę rozwoju kampusu Uniwersytetu Łódzkiego. W 1996 roku doprowadził do podpisania umowy między władzami Łodzi, Konferencją Rektorów, łódzkim Oddziałem PAN i Łódzkim Towarzystwem Naukowym, w efekcie której utworzono Radę ds. Nauki i Szkolnictwa Wyższego przy Prezydencie Miasta.

W 1991 roku Łódzkie Towarzystwo Naukowe wybrało profesora Stanisława Liszewskiego swoim prezesem.

Wielość odznaczeń państwowych – jak Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, po wyróżnienia uniwersyteckie, ministerialne dowodzą jak niezwykle to ważna osobowość w świecie nauki polskiej.

Był znaczącą postacią dla Łodzi akademickiej i dla popularyzacji naszego miasta i regionu.

 

W 2011 został wyróżniony tytułem doktora honoris causa Politechniki Łódzkiej. Rada Miejska dwukrotnie, w uznaniu zasług dla jego aktywności na rzecz Miasta i łodzian, wyróżniła profesora Nagrodą Miasta Łodzi (w 1995 i 2003 r.). W 2013 r. przyznano mu godność najwyższą – Honorowe Obywatelstwo Miasta Łodzi.

Zmarł 23 kwietnia 2016 r.

Jan Machulski

(1928-2008) 

Jan Machulski - aktor, reżyser teatralny, pedagog. W naszym mieście w 1954 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Aktorską. 

Jako aktor poznał wiele scen teatralnych w całej Polsce ale jego losy stale łączyły się z Łodzią. Tu także w latach 1963-66 był aktorem Teatru Nowego. Stworzył ponad sto kreacji teatralnych i sporo ponad 50 ról filmowych. 

Jan Machulski przez ponad 30 lat pracował jako wykładowca w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej imienia Leona Schillera. I choć na stałe mieszkał w Warszawie, to większość życia dzięki swej pracy na Targowej i rolom filmowym spędzał w swym rodzinnym mieście Łodzi. Wszyscy, którzy go znali nie tylko mieszkańcy naszego miasta - wiedzieli i czuli, że był łodzianinem. Bo Jan Machulski - Honorowy Obywatel Łodzi - zawsze, w każdych okolicznościach, w rozmowach i w wywiadach prasowych to podkreślał. 

Rada Miejska w Łodzi w 1998 roku przyznała Janowi Machulskiemu Odznakę za Zasługi dla Miasta Łodzi, dopisując się do listy nagród, odznaczeń i wyróżnień, które były udziałem tego wyjątkowego twórcy. Inne łódzkie wyróżnienia Jana Machulskiego to tytuł „Łodzianina Roku” uzyskany rok później w konkursie Radia Łódź a także w 2003 nagroda „Złota Żaba” dla polskiego aktora na Festiwalu Camerimage. W 2008 roku otrzymał - prestiżowe wyróżnienie od Rady Miejskiej - w imieniu łodzian - Nagrodę Miasta Łodzi. 

Do talentów aktorskich, które stanowią o popularności Jana Machulskiego i reżyserskich, dodać trzeba pracę ze studentami Wydziału Aktorskiego jako profesora łódzkiej Szkoły Filmowej. Przez trzy kadencje był dziekanem Wydziału Aktorskiego a także prodziekanem. 

Jan Machulski - łodzianin, uczący zawodu aktora w łódzkiej Szkole, to znak markowy naszego Miasta. Rozpoznawalny w każdych okolicznościach. Książka „Chłopak z Hollyłódź”, którą napisał w 1992 roku dowodzi silnej identyfikacji Jana Machulskiego z Łodzią. Ale nawet bez tego byłby NASZ. 

Z jego inicjatywy, na ulicy Piotrkowskiej, powstała Aleja Gwiazd, honorująca ludzi zasłużonych dla filmu ale też stanowiących o filmowej sławie naszego miasta. 

Jan Machulski był prawdziwym ambasadorem Łodzi, osobowością na którą Łódź mogła liczyć także w promocji naszych starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. 

12 listopada 2008 r. otrzymał klucze do miasta jako Honorowy Obywatel Miasta Łodzi. Jan Machulski zmarł 20.11.2008 r. Uroczystości pogrzebowe Jana Machulskiego odbyły się w warszawskim kościele sióstr wizytek. Reżyser został pochowany na Cmentarzu Komunalnym na Powązkach w Warszawie.

Stefan Miecznikowski

(1921-2004) 

Urodził się 25 sierpnia 1921 roku w Warszawie, w rodzinie skromnego elektromontera. Dzieciństwo i młodość spędził w stolicy. Prawdziwą szkołą charakteru przyszłego kapłana było harcerstwo, które na całe życie wpoiło mu głęboki patriotyzm i wrażliwość na sprawy społeczne. 

W wieku 17 lat wstąpił do zakonu - Towarzystwa Jezusowego. Nowicjat rozpoczął w 1940 roku w Starej Wsi, gdzie spędził prawie całą okupację. Młody kleryk dał się wówczas poznać jako człowiek o wielkim sercu, czuły na ludzkie nieszczęście, gotowy do pomocy słabszym i pokrzywdzonym. W latach 1947-1949 opiekował się w Świętej Lipce osieroconymi dziećmi różnych narodowości i wyznań, które zagnała tam wojenna zawierucha. W 1950 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk prymasa Stefana Wyszyńskiego. Młody kapłan zakonny odkrył w sobie kolejne powołanie - powołanie wychowawcy. Kształtowaniu postaw i charakterów młodzieży poświęcił odtąd kolejne lata swojego życia. W latach 1953-1957 opiekował się młodzieżą akademicką Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Studia teologiczne odbył w Rzymie. W Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim obronił rozprawę doktorską na temat duchowości ignacjańskiej. Po powrocie do Polski władze zakonne skierowały go do pracy w nowicjacie Towarzystwa Jezusowego w Kaliszu. W 1967 roku o. Stefan Miecznikowski po raz pierwszy przyjechał do Łodzi i objął funkcję duszpasterza akademickiego w kościele ojców jezuitów przy ul. Sienkiewicza 60. Nowy duszpasterz szybko podbił serca i umysły swoich wychowanków. Czuwał nad ich rozwojem duchowym i intelektualnym, towarzyszył im na obozach i wyprawach górskich. Był prawdziwym przyjacielem i powiernikiem. W trudnych czasach zakłamania i zniewolenia ukazywał młodzieży prawdę historyczną i uczy patriotyzmu. Kilku wychowanków ojca zaangażowanych było w antykomunistycznej organizacji "Ruch". Po rozbiciu grupy w 1970 roku przez Służbę Bezpieczeństwa, procesach sądowych i osadzeniu w więzieniu jej członków, władze zakonne poważnie zaniepokoiły się losem o. Stefana. W tych tragicznych okolicznościach, tego duszpasterza skazanych przeniesiono na powrót do Kalisza. 
Do Łodzi powrócił dopiero w 1978 roku. Powierzono mu wówczas duszpasterstwo akademickie i duszpasterstwo rodzin. Nigdy nie żałował swoim podopiecznym czasu, wychowywał ich na dojrzałych chrześcijan, odpowiedzialnych za swoje środowisko, życie i pracę. Po wydarzeniach na Wybrzeżu w 1970 roku założył wszechnicę pracowniczą. Wyczulony jak mało kto na wszelkie przejawy zniewolenia jednostki i narodu często kontaktował się z opozycją. W parafialnych salach zaczął organizować spotkania działaczy niezależnych związków zawodowych. Od pierwszych dni powstania towarzyszył "Solidarności", dlatego też w sposób zupełnie naturalny został jej kapelanem. Gorący patriota i obrońca podstawowych praw społecznych zdecydowanie opowiedział się po stronie opozycji demokratycznej. Zwłaszcza po 13 grudnia 1981 roku. Natychmiast po ogłoszeniu stanu wojennego rozpoczął sporządzanie pierwszych list uwięzionych i internowanych. Organizował pierwszą pomoc dla zatrzymanych i ich rodzin. Opiekował się osobami pozbawionymi pracy i środków do życia. W niedługim czasie potem z jego inicjatywy powstał Ośrodek Pomocy Uwięzionym i Internowanym, do którego kierowano wszelką pomoc: dary i leki z zagranicy, do niego docierali kurierzy zgłaszający osoby będące w potrzebie. O. Stefan nigdy i nikogo nie pytał o przeszłość, kontakty z "Solidarnością" i stosunek do religii. Każdemu podawał pomocną dłoń, każdego ogarniał troską i dobrocią. W końcu 1981 roku Kuria Biskupia w Łodzi mianowała go diecezjalnym referentem do spraw duszpasterstwa w zakładach karnych, aresztach śledczych, zakładach poprawczych i schroniskach dla nieletnich. Nominacja ta ułatwiła mu wejście na teren wymienionych placówek. Z narażeniem życia, nie zważając na zmęczenie, jeździł do więzień i obozów dla internowanych. Za zgodą władz więziennych odprawiał msze święte, udzielał sakramenty, głosił rekolekcje. Uwięzionym przekazywał słowa otuchy, a przede wszystkim wiadomości od rodzin. W kieszeniach sutanny woził listy. Z kolei w każdą niedzielę, podczas mszy św. odprawianej w intencji za Ojczyznę, przekazywał łodzianom wieści zza krat. Mówił o brutalnym traktowaniu więźniów, o podejmowanych głodówkach i próbach oporu. W odpowiedzi wierni spieszyli z pomocą, zbierali pieniądze, dary rzeczowe, a zakłady pracy zamawiały msze św. w intencji swoich uwięzionych kolegów. Dzięki tym wszystkim działaniom tworzyła się autentyczna "solidarność" ludzkich serc, zaś struktury związkowe działające w podziemiu konsolidowały się. 

Czy animator tych wszystkich działań miewał chwile zwątpienia i lęku? Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że zarówno Ośrodek, jak i on sam były pod baczną obserwacją milicji i służb bezpieczeństwa. Urząd do Spraw Wyznań kilkakrotnie wytoczył przeciwko niemu postępowanie karne, za działalność antypaństwową. W trakcie wielokrotnych zatrzymań, na wszelkie zarzuty odpowiadał zawsze: "To moja powinność. Jestem księdzem". W końcu i jego dosięgała milicyjna pałka, kiedy ZOMO wkroczyło na teren kościoła. Współpracownicy i przyjaciele zaczęli się wówczas autentycznie brać pod uwagę jego aresztowanie. 
Tymczasem ksiądz pracował bez wytchnienia. Osobiście odwiedzał wszystkie dotknięte przez represje rodziny w Łodzi, Piotrkowie i Radomsku. Podróżował nocami, aby w ciągu dnia spotykać się z ludźmi. Zdawał się nie odczuwać zmęczenia. Drobna postać zmieniła się w kolosa. Duch górował nad materią. On tymczasem podejmował nowe wyzwania. Pod koniec 1982 roku grupa pozbawionych pracy ludzi pióra zgłosiła się do niego z propozycją organizowania prelekcji i wieczorów dyskusyjnych nie zastanawiał się długo. Natychmiast zaaprobował tę inicjatywę, służył pomocą i radą. Wówczas to w każdą środę wieczorem do kościoła jezuitów ściągały tłumy słuchaczy. Każdorazowe spotkanie u jezuitów było rzeczywistym wydarzeniem, na które czekano cały tydzień, o którym później było głośno w całej Łodzi. Nic dziwnego, skoro wśród prelegentów były tak wybitne postacie jak: ks. prof. Józef Tischner, Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wajda, Klemens Szaniawski, Ija Lazari-Pawłowska i wielu, wielu innych. 

Ojciec Stefan był twórczym duchem tych spotkań, a niedługo potem objął formalny patronat nad nowopowstałym Duszpasterstwem Środowisk Twórczych. Przed pielgrzymką Jana Pawła II do Łodzi (która miała miejsce 13 czerwca 1987 roku) zmobilizował miejscowych naukowców i twórców do opracowania "Raportu o Łodzi". Pracę przekazano Ojcu Świętemu, a zawarte w niej dane stanowiły bogaty materiał faktograficzny do dalszych analiz. 

Łodzianie nazywali ks. Miecznikowskiego "sumieniem Łodzi". On sam zawsze uważał, że nie jest ani sumieniem, ani cenzorem. Chciał być przede wszystkim wychowawcą. Gorzko przeżywał więc późniejsze konflikty i spory w łonie "Solidarności". Jego mediacje nie odniosły jednak skutku, a między stronami konfliktu nie doszło do porozumienia. W 1989 roku opuścił Łódź, bowiem władze zakonne przeniosły go na Wybrzeże. Za morderczą pracę w stanie wojennym ciężko zapłacił własnym zdrowiem. Po relegalizacji NSZZ "Solidarność" łódzki Zarząd Regionu nadał ks. Miecznikowskiemu honorowe członkostwo, a Zarząd Miasta wydał jego "Kazania stanu wojennego". We wrześniu 1992 roku Rada Miejska w Łodzi przyznała Ojcu tytuł Honorowego Obywatela Miasta. 

Po kilku latach ponownie powrócił do naszego miasta i zamieszkał jak dawniej w domu zakonnym przy ulicy Sienkiewicza 60. Spotkania z łodzianami stały się jednak rzadsze, choć siła jego moralnego oddziaływania nie maleje. Zaczął pisać i wydawać. W 1998 roku ukazała się książka "Rozważania o Ojczyźnie", w której o. Stefan przedstawił rolę chrześcijaństwa w wychowaniu patriotycznym, powinności rodaków wobec Ojczyzny oraz krytyczne uwagi dotyczące religijności i świadomości Polaków. Rok później wydał "Almanach Harcerski" skierowany do wszystkich, którym bliskie są idee harcerstwa. 

"Zdaję sobie sprawę z tego, że w tej chwili moja rola w Łodzi jest inna - mówił ks. Miecznikowski w wywiadzie opublikowanym 21 listopada 1999 roku w "Gazecie Łódzkiej" - Łódź jest miastem niełatwych rezultatów, dużo tu zaniedbań z przeszłości, które trudno odrobić. Wymaga rzetelnej i długotrwałej cierpliwej pracy, wymaga więcej, aniżeli obecne pokolenie jej daje... Będę się modlił o to, żeby to miasto było bardziej wytrwałe, bardziej konsekwentne w swoich dążeniach, żeby Łódź była coraz lepsza. By nie była miastem klęski, ani miastem obietnic, ale miastem spełnienia".

 

Arnold Mostowicz

 (1914-2002) 

Trudna miłość, archeolog pamięci, czuł się łodzianinem, choć przez od kilkudziesięciu lat w Łodzi nie mieszkał. Arnold Mostowicz obdarzył Łódź miłością wielką i nie do końca uzasadnioną. We wstępie do książki "Łódź moja zakazana miłość" na pytanie: "skąd moja miłość do Łodzi ?", odpowiada sobie po prostu: "nie wiem..." Ale każda jego wypowiedź na temat Łodzi, każdy fragment, gdzie pojawiają się jego łódzkie wspomnienia, udowadnia, że było to dla niego miejsce niezwykle ważne. 

Urodził się w Łodzi w 1914 roku. Jego rodzina ze strony ojca pochodziła z Krośniewic spod Kutna. W końcu XIX wieku ojciec Mostowicza, Ignacy - wówczas kilkunastoletni chłopiec - przybył do miasta, które już w tamtych czasach nazywano Ziemią Obiecaną. Pracował jako chłopiec na posyłki i sprzedawca w firmie Zachariasza Warszawskiego będącej hurtowym przedstawicielstwem zakładów Krusche-Endera, a jednocześnie intensywnie się uczył. Zanim zdał maturę i wyjechał do Warszawy, by studiować prawo, sprowadził do Łodzi niemal całą swoją krośniewicką rodzinę. Wszyscy zamieszkali w domu przy ulicy Cegielnianej 9. W połowie lat dwudziestych ulica otrzymała nazwę Śródmiejska, a dom - numer 26. Dziś to miejsce funkcjonuje jako Więckowskiego 26. Jak wyglądała w pierwszych latach wieku ta ulica i dom, gdzie co sobotę w mieszkaniu babki zbierała się cała rodzina, można się dowiedzieć z książek Arnolda Mostowicza. To w nich pisarz ożywił przeszłość miasta i niezwykłą atmosferę, która towarzyszyła tamtym czasom i tamtej Łodzi, której już nie ma. "Trzeba widać dożyć tak sędziwego wieku, jakiego dożyłem, by zdać sobie sprawę, że bywają długi wdzięczności również wobec wszystkiego, co w czasach naszej młodości otwierało nam świat ulotnych wrażeń czy trwałych przeżyć" - napisał w szkicu "Pamiętajcie o ogrodach". 

Jego dziadek ze strony matki, Salomon Goldsztajn, był łódzkim felczerem, człowiekiem wierzącym, ale całkowicie zasymilowanym z kulturą polską. Miał pięciopokojowe mieszkanie przy ulicy Narutowicza, co było dowodem jego zamożności i znaczenia. Dał córce posag, a na zięciu wymógł, by zajął się jakimś konkretnym zajęciem. Ojciec Mostowicza, którego wielką miłością i pasją była literatura i teatr (w stolicy związał się z kołem literackim Icchaka Lejba Pereca, jednego z największych poetów jidisz, przyjaźnił się z Szolem Alejchemem, innym wybitnym pisarzem żydowskim), zarabiał na życie pracując w hurtowni tkanin, potem prowadził sklep z materiałami włókienniczymi. Jednocześnie brał czynny udział w życiu kulturalnym żydowskiej Łodzi. Prowadził studio teatralne, pisał wiersze i felietony. Był zresztą człowiekiem niezwykle wszechstronnym i utalentowanym. Gdy w okresie międzywojennym rodzinę przycisnęła bieda, opracował metodę produkowania tzw. kanw, specjalnych tkanin sprowadzanych dot[.1]ąd wyłącznie z zagranicy. To ów wynalazek pozwolił mu w ciągu krótkiego czasu wzbogacić się na tyle, by w 1932 roku wysłać syna na studia medyczne do Francji. Arnold Mostowicz przedstawił atmosferę swoich studenckich lat w książce "Miłość z wariatem w tle" (1993). Przez sześć lat do Polski przyjeżdżał z Francji tylko na wakacje. Do kraju wrócił po studiach, tuż przed wybuchem wojny. We wrześniu 1939 roku, uciekając z Łodzi przed armią niemiecką, trafił do Warszawy. W czasie oblężenia stolicy pracował w szpitalu Dzieciątka Jezus. Potem - przez cztery lata - był lekarzem w łódzkim getcie. 

"Jeszcze wczoraj - wczoraj? Nie, kilka miesięcy temu - w oblężonej Warszawie uczył się alfabetu wojny totalnej prowadzonej przez Niemców przeciw Polsce. To była jego wojna, tak jak była wojną trzydziestu pięciu milionów Polaków. Brał w niej udział na ulicy, w domu, w przygodnych szpitalikach, w szpitalu wreszcie. Klęska Polski była jego klęską. Nie miał jednak czasu na jej rozpamiętywanie. Nim dokonał remanentu swoich strat, Niemcy rozpętali nową wojnę. Z Żydami. A więc ponownie z nim" - wspomina ten okres w książce "Żółta gwiazda i czerwony krzyż" (1988). W sierpniu 1944 roku, po likwidacji getta w Łodzi, Mostowicz trafił do Oświęcimia, a potem do kilku innych obozów hitlerowskich na terenie III Rzeszy. Po wojnie nie podjął praktyki lekarskiej. Zajął się dziennikarstwem i literaturą. Był m.in. redaktorem naczelnym "Gazety Krakowskiej" i "Szpilek". Pisał książki popularyzujące naukę ("Biologia zmienia człowieka", "Biologia zmienia medycynę", "Biologia uczy myśleć"). Zajmował się również fantastyką. W książkach "My z kosmosu", "O tych co z kosmosu", "Zagadka Wielkiej Piramidy", "Spór o Synów Nieba", próbował wyjaśnić tajemnice intrygujące ludzkość od wieków. Parał się też tłumaczeniem. Opracował antologię humoru francuskiego i radzieckiego, wydał tomy opowiadań francuskich humorystów Alfonsa Allais i Camiego. Mieszkał w Krakowie i w Warszawie. Do Łodzi przyjeżdżał sporadycznie. W łódzkim getcie zginęła niemal cała jego rodzina. "Najdłużej ciągnęło się umieranie sześciu wnuków najstarszej siostry ojca... Im wszystkim wypisałem karty zgonu. Z całej krośniewickiej rodziny zostałem sam - bez jednej łzy w oku" - wyznał po latach. 

Mimo licznych prób porzucenia rodzinnego miasta, mimo wielu lat oddalenia, Łódź wracała wciąż we wspomnieniach, rozmowach i snach. Dopominała się należnego miejsca w jego pamięci. Tak jak pamięci dopominali się łódzcy Żydzi. Kiedy w 1995 roku w Łodzi powołano do życia Fundację Monumentum Iudaicum Lodzense, której celem była opieka nad dziedzictwem łódzkich Żydów, głównie nad cmentarzem żydowskim na Bałutach, został jej prezesem. "Chodzi nam o przywrócenie pamięci o zamordowanym narodzie żydowskim. Cmentarz jest punktem wyjścia dla działań późniejszych, które będą miały na celu przypomnienie roli i znaczenia łódzkiego żydostwa w rozwoju miasta" - tłumaczył dziennikarzom. Jego zdaniem Łódź jest jedynym miastem w Europie, gdzie Żydzi odegrali tak wielką i twórczą rolę w życiu społecznym, politycznym i kulturalnym. Właściwie we wszystkich dziedzinach łódzcy Żydzi zapisali przepiękną kartę - podkreślał Mostowicz i na dowód tego przytaczał długą listę nazwisk wspaniałych artystów, naukowców, lekarzy związanych z Łodzią: Jankiel Adler, Mosze Broderson, Artur Szyk, Seweryn Sterling, a dalej Artur Rubinstein, Julian Tuwim, Maurycy Trębacz, Aleksander Tansmann... 

W ostatnich latach swego życia Arnold Mostowicz zrobił bardzo wiele dla ożywienia pamięci o łódzkich Żydach. Nie tylko intensywnie kwestował na rzecz ratowania i odnowienia cmentarza żydowskiego - czego efektem jest sporo wykonanych prac na bałuckim kirkucie - ale również służył tej sprawie swoim piórem. "Łódź moja zakazana miłość" to zbiór artykułów i publikacji drukowanych w ostatnich latach w różnych polskich pismach, a poświęconych Łodzi oraz łódzkim Żydom (2000). Jego książkę spina klamra: dwa ważne przemówienia. Jedno wygłoszone zostało w Łodzi z okazji nadania mu tytułu Honorowego Obywatela Miasta Łodzi, drugie - w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego - z okazji obchodów 50. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Oba teksty zawierają przesłanie, które towarzyszyło życiu i działalności pisarza: "Pragnę stale i ciągle przypominać obecność społeczności żydowskiej w dziejach mojej Łodzi, skoro wkrótce ta pamięć będzie jedynym, co po tej społeczności pozostanie". 

Wielu łodzian zauważyło i doceniło jego pracę i poświęcenie. Coraz więcej osób interesuje się przeszłością miasta, dostrzega jego wielokulturowe korzenie. O Łodzi, gdzie obok siebie współistniały różne narody i różne religie, coraz więcej się mówi i pisze. Do miasta zaczęła przyjeżdżać młodzież żydowska z Izraela i USA. Nie tylko po to, by zobaczyć, gdzie ich dziadkowie umierali, ale gdzie żyli. Zaczęto też uważniej przyglądać się przeszłości miasta. Zauważono, że bezwzględni łódzcy kapitaliści, wśród których nie brakowało fabrykantów żydowskiego pochodzenia, po tym jak już się wzbogacili, zbudowali też w Łodzi pałace i kamienice, które dziś są chlubą miasta, finansowali kościoły, tworzyli gazety, chodzili na koncerty i wystawy, wspierali artystów. 

"Kiedyś w duchu przekory wymarzyłem sobie głośno, że może kiedyś na Piotrkowskiej, gdzieś w Alejach czy może w Helenowie powstanie pomnik Nieznanego Lodzermenscha, tego, któremu Łódź zawdzięczała i dziesiątki bibliotek i wspaniałą orkiestrę symfoniczną, żywy teatr i w ogóle rozwój życia artystycznego" - pisał w jednym z esejów. "Nie ma obawy, taki pomnik nieprędko zostanie wzniesiony" - uspokajał Arnold Mostowicz. Ale gdyby przypadkiem tak się stało, niewątpliwie byłaby to również w dużym stopniu jego zasługa i sukces. Zmarł 3 lutego 2002 roku w Warszawie.

Jan Paweł II

 (1920-2005)

Karol Józef Wojtyła urodził się w Wadowicach jako drugi syn Karola Wojtyły seniora i Emilii z Kaczorowskich. Ochrzczony został 20 czerwca 1920 roku. Rodzina Wojtyłów żyła skromnie. Jedynym źródłem utrzymania była pensja ojca - urzędnika w Powiatowej Komendzie Uzupełnień. Matka pracowała dorywczo jako szwaczka. Edmund, brat Karola, po ukończeniu wadowickiego gimnazjum studiował medycynę w Krakowie.

W dzieciństwie bardzo ważnym elementem życia Karola były wycieczki krajoznawcze oraz spacery po okolicy Wadowic. Jego matka umarła 13 kwietnia 1929 roku w wieku 45 lat na zapalenie serca i nerek. Trzy lata później w 1932 zmarł na szkarlatynę w wieku 26 lat brat Karola.

W roku 1930 Karol Wojtyła został przyjęty do Państwowego Gimnazjum Męskiego im. Marcina Wadowity w Wadowicach. Podczas nauki w gimnazjum Karol zainteresował się teatrem - występował w przedstawieniach Kółka Teatralnego stworzonego przez polonistów z gimnazjów: żeńskiego i męskiego.

14 maja 1938 Karol Wojtyła zakończył naukę w gimnazjum otrzymując świadectwo maturalne z oceną celującą, która umożliwiała podjęcie studiów na większości uczelni bez egzaminów wstępnych. Karol Wojtyła wybrał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studia rozpoczął w październiku 1938 roku.

W pierwszym roku studiów Karol przeprowadził się wraz z ojcem do rodzinnego domu matki przy ul. Tynieckiej w Krakowie. 18 lutego 1941 roku zmarł ojciec Karola.

Wojna odebrała Karolowi możliwość kontynuowania studiów, po śmierci ojca zatrudnił się więc w zakładach chemicznych Solvay w Borku Fałęckim. W tym okresie Karol związał się też z organizacją podziemną "Unia", powiązaną ze środowiskiem katolickim, która starała się między innymi ochraniać zagrożonych Żydów.

Na jesieni roku 1941 Karol wraz z przyjaciółmi założył Teatr Rapsodyczny, który swoje pierwsze przedstawienie wystawił 1 listopada 1941. Rozstanie Wojtyły z teatrem nastąpiło nagle w roku 1943, gdy postanowił studiować teologię i wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie oraz rozpoczął w konspiracji studia na Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od kwietnia 1945 do sierpnia 1946 roku Karol Wojtyła pracował na uczelni jako asystent i prowadził seminaria z historii dogmatu.

1 listopada 1946 roku kardynał Adam Stefan Sapieha wyświęcił Karola Wojtyłę na księdza, 2 listopada neoprezbiter odprawił mszę św. prymicyjną w Krypcie św. Leonarda na Wawelu. 15 listopada Karol Wojtyła wyjechał do Rzymu, aby kontynuować studia na uczelni Instituto Internazionale Angelicum (teraz Papieski Uniwersytet w Rzymie). W 1948 roku ukończył studia.

Karol Wojtyła został skierowany do pracy na parafii Niegowić na okres 7 miesięcy. Od tej parafii rozpoczął się dla Wojtyły okres wycieczek i podróży z młodymi ludźmi po Polsce. W marcu 1949 roku Karol Wojtyła został przeniesiony do parafii św. Floriana w Krakowie. Tam założył mieszany chór gregoriański. Podczas wycieczek z młodzież, aby zmylić ówczesną milicję, Wojtyła nie nosił sutanny oraz kazał nazywać się "Wujkiem".
,br> Po śmierci w roku 1951 kardynała Sapiehy Karol Wojtyła został skierowany na urlop, by ukończyć pracę habilitacyjną. Dużo uwagi poświęcił wtedy pracy publicystycznej. 12 grudnia 1953 jego praca „Ocena możliwości oparcia etyki chrześcijańskiej na założeniach systemu Maxa Schelera” została przyjęta jednogłośnie przez Radę Wydziału Teologicznego UJ, jednak Wojtyła nie uzyskał habilitacji z powodu odmowy Ministerstwa Oświaty.

Karol Wojtyła wykładał m.in. w seminariach diecezji: krakowskiej, katowickiej i częstochowskiej (mieściły się one wszystkie w Krakowie) oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. 

W roku 1958 Karol Wojtyła został mianowany biskupem tytularnym Ombrii, a także biskupem pomocniczym Krakowa. W 1962 roku został krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i inteligencji. Na okres biskupstwa Karola Wojtyły przypadły także obrady Soboru Watykańskiego II, w których aktywnie uczestniczył. Już w tym okresie Karol Wojtyła bardzo dużo czasu poświęcał na podróże zagraniczne w celach ewangelizacyjnych i religijnych.

30 grudnia 1963 roku Karol Wojtyła został mianowany arcybiskupem metropolitą krakowskim. W roku 1967 otrzymał tytuł kardynała, a jego kościołem tytularnym stał się kościół św. Cezarego Męczennika.

16 października 1978 roku kardynał Karol Wojtyła został wybrany na papieża.Przybrał imię Jana Pawła II i dewizę Totus Tuus ( Cały Twój ) oraz herb ze znakiem krzyża i literą M (wyraz oddania się Chrystusowi i zawierzenia Matce Najświętszej). Do głównych przesłań pontyfikatu Jana Pawła II należały: "nowa ewangelizacja" zarówno społeczeństw krajów zachodnich, jak i postkomunistycznych, respektowanie praw człowieka, prawa do pracy i zachowania godności ludzkiej, przeciwstawianie się bezwzględnej pogoni za zyskiem, sprzeciw wobec totalitaryzmu, szczególnie komunistycznego (przed jego upadkiem), ekumenizm, walka o zachowanie pokoju. Obrona tradycyjnych wartości i nakazów moralnych Kościoła katolickiego (np. w kwestii ograniczonego uczestnictwa kobiet w Kościele, celibatu, antykoncepcji i aborcji) wywołała pod adresem Jana Pawła II zarzuty konserwatyzmu, mimo programowego otwarcia na problemy świata współczesnego. W trakcie jego pontyfikatu zreformowano prawo kanoniczne (1984), opublikowano nowy Katechizm Kościoła katolickiego (1992, wydanie polskie 1995), dokonano reorganizacji Kurii Rzymskiej, licznych kanonizacji i beatyfikacji. Jan Paweł II przedsięwziął bardzo aktywne działanie duszpasterskie. Odwiedził ponad 200 państw i odbył ponad 100 pielgrzymek, w tym 8 razy przyjeżdżał do Polski. 13 maja 1981 roku podczas audiencji na Placu Świętego Piotra w Watykanie dokonano zamachu na życie papieża.

Ojciec Święty przyjechał do Łodzi 13 czerwca 1987 roku. Podczas mszy świętej koncelebrowanej na lotnisku Lublinek, której przewodniczył Jan Paweł II, ponad 1500 dzieci przystąpiło do Pierwszej Komunii świętej. Papież spotkał się także w katedrze z twórcami nauki i kultury, a w fabryce „Uniontex” - z łódzkimi włókniarkami. 

W roku 2000 odbył historyczną pielgrzymkę do Ziemi Świętej, podczas której papież odwiedził Jordanię, Autonomię Palestyńską i Izrael, gdzie odwiedził Instytut pamięci Yad Vashem oraz modlił się pod Ścianą Płaczu i potępił antysemityzm. Okres pontyfikatu Jana Pawła II nie przerwał bogatej twórczości literackiej Karola Wojtyły, lecz przyniósł nowe pozycje w jego bibliografii. Są to między innymi " Zagadnienia podmiotu moralności", " Przekroczyć próg nadziei", " Dar i tajemnica", " Tryptyk rzymski", "Wstańcie, chodźmy".

23 kwietnia 2003 roku Rada Miejska w Łodzi podjęła uchwałę o nadaniu papieżowi tytułu Honorowego Obywatela Miasta Łodzi. 

21 maja 2003 roku łódzka delegacja radnych i samorządowców z prezydentem Jerzym Kropiwnickim i przewodniczącym Rady Miejskiej Sylwestrem Pawłowskim na czele, spotkała się z Ojcem Świętym w Watykanie.

Widzę miasto Łódź z księdzem arcybiskupem, panem prezydentem i panem przewodniczącym. Dziękuję za obdarowanie mnie honorowym obywatelstwem. Życzę pomyślnego rozwoju dla dobra wszystkich obywateli. Szczęść Boże – tymi słowami Papież Jan Paweł II przywitał łódzką delegację podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra. 

Przewodniczący Rady Miejskiej Sylwester Pawłowski wręczył papieżowi symboliczny klucz do bram miasta i list potwierdzający honorowe obywatelstwo oraz Atlas Miasta Łodzi. Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki obdarował Jana Pawła II Złotym Pierścieniem, podkreślając, że jest to symbol zaślubienia z naszym miastem. 

Jan Paweł II zmarł w sobotę 2 kwietnia 2005 roku. Odszedł w wieku 84 lat. Na Stolicy Piotrowej zasiadał od ponad 26 lat. Następnego dnia po jego śmierci, podczas mszy św. na placu przed watykańską bazyliką, hołd zmarłemu oddało ponad 200 tys. wiernych. Papież Polak odszedł w wigilię Miłosierdzia Bożego – święto, które sam ustanowił na pierwszą niedzielę po Wielkanocy, kanonizując w tym dniu siostrę Faustynę Kowalską, apostołkę Bożego Miłosierdzia.

Józef Klemens Piłsudski

 (1867-1935) 

Łódzki epizod w życiorysie Józefa Piłsudskiego jest wyjątkowy. Bez wątpienia krótki, ale jakże doniosły w swych skutkach. Trwał zaledwie niespełna cztery miesiące. Stanowił drobny fragment jego konspiracyjnej działalności, zaś dla Łodzi i jej historii był zawsze dowodem na wkład miasta w dzieło odzyskania niepodległości. 

Józef Piłsudski, wychowany w niezamożnej rodzinie ziemiańskiej o starych tradycjach szlacheckich szybko włączył do ruchu niepodległościowego. Przypadkowo zamieszany w zamach na cesarza Aleksandra III, został aresztowany w 1887 roku i zesłany na Syberię, gdzie - jak sam wspominał - stał się socjalistą. Po powrocie z zesłania stał się współzałożycielem i jednym z przywódców Polskiej Partii Socjalistycznej. Dla bliskich "Ziuk", w kręgach konspiracyjnych znany jako "Towarzysz Wiktor", był energicznym, młodym konspiratorem należącym do ścisłego grona działaczy socjalistycznych. Dążąc do umasowienia ruchu, a tym samym rozszerzenia wpływów partyjnych uczestniczył w tworzeniu i redagowaniu nielegalnego organu polskich socjalistów - pisma "Robotnik". Drukował go w tajnej drukarni partyjnej w Lipniszkach, a następnie Wilnie. 

W kręgach konspiracji wileńskiej poznał Marię z Koplewskich Juszkiewiczową. Od wczesnych lat studenckich związana była ona z najbardziej radykalnymi kręgami inteligencji wileńskiej i warszawskiej, skupionej wokół tygodnika "Głos". Z tego powodu była kilkakrotnie aresztowana, w końcu karnie zasłano ją do miejsca urodzenia, czyli do Wilna. W mieście nad Wilią, 15 lipca 1899 roku zawarli związek małżeński. 

Poglądy, działalność polityczna, praca konspiracyjna tych dwojga ludzi stały się przyczyną intensywnego poszukiwania ich przez policję carską. Maria znana była w miejscowym środowisku, a jej mąż znajdował się na liście osób intensywnie poszukiwanych przez policję. Poza tym agenci carskiej Ochrany za wszelką cenę pragnęli wykryć nielegalną drukarnię, a tym samym zlikwidować "Robotnika". W tych okolicznościach nowożeńcy nie mogli spokojnie działać w Wilnie. Należało więc jak najszybciej zmienić miejsce pobytu. 
Postanowili więc przenieść się do Łodzi, gdzie w kilkusettysięcznej metropolii przemysłowej, skuteczniej mogliby kontynuować działalność konspiracyjną. Tylko to duże i przeludnione miasto stwarzało warunki kontynuowania działalności konspiracyjnej. Niebagatelne znaczenie miało również dogodne połączenia komunikacyjne z Warszawą oraz swoboda w poruszaniu się w tym "molochu przemysłowym", gdzie nikt nie znał małżeństwa Piłsudskich. 
Do "polskiego Manchesteru" przybyli w drugiej połowie października 1899 roku. Zamieszkali w domu przy ul. Wschodniej 19 w mieszkaniu pod numerem 4, na pierwszym piętrze. Posługując się fałszywymi paszportami i świadectwem ślubu zameldowali się jako Józef i Maria Dąbrowscy. Dozorca i mieszkańcy posesji byli przekonani, że młody mężczyzna jest prawnikiem. Jego żona zaś nie zwracała zbytniej uwagi otoczenia. 

Mieszkanie przy ul. Wschodniej zamienione zostało na konspiracyjną drukarnię. Urządzono je dość skromnie, zresztą wymagała tego tajna działalność, a sami konspiratorzy nie mieli wielkich wymagań. Pracy było dużo - od pisania i redagowania tekstu, poprzez skład zecerski, korektę, wreszcie sam druk. "Robotnik" choć miał spełniać rolę pisma codziennego ukazywał się nieregularnie, niekiedy rzadziej niż raz w miesiącu. Nakład wynosił około 2.000 egzemplarzy. Wydrukowany nakład sam Piłsudski lub jego współpracownik, Kazimierz Rożnowski przewoził do Warszawy. Pierwszy łódzki "Robotnik" nosił numer 34 i ukazał się z datą 2 grudnia 1899 roku. Ostatniego dnia 1899 roku wydrukowano numer następny. Kiedy kończono druk numeru 36 nastąpiło aresztowanie. Miał ukazać się z datą 25 lutego. Tuż po północy, w czwartek 22 lutego 1900 roku funkcjonariusze policji carskiej, nie dzwoniąc do drzwi, przez kuchnię weszli do mieszkania przy ul. Wschodniej 19 w Łodzi. Do południa trwała szczegółowa rewizja. Aresztowanego wówczas Józefa Dąbrowskiego i jego żonę Marię odwieziono do więzienia. Wydawało się, że było to rutynowe zatrzymanie jednego z wielu działaczy polskiej konspiracji. Okazało się jednak, że wykryta została tajna drukarnia jednego z najpoczytniejszych pism nielegalnych. Po kilkudniowym śledztwie dodatkowo wyszło na jaw, iż przypadkowo aresztowano bodaj najbardziej poszukiwanego konspiratora w cesarstwie rosyjskim. Przetrzymywany wraz z żoną w miejscowym więzieniu przy ul. Długiej (dziś Muzeum Tradycji Niepodległościowych przy ul. Gdańskiej 13), Piłsudski przyznał się do swego prawdziwego nazwiska. Rosjanie wpadli w euforię - wreszcie dopadli długo poszukiwanego konspiratora i to niemalże na gorącym uczynku. Stąd zastosowano wobec niego nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, a po dwu miesiącach przewieziono go do X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej. 

Wykrycie drukarni i zarekwirowanie najnowszego numeru organu polskich socjalistów nie przeszkodziło działaczom partyjnym w zorganizowaniu nowej drukarni i wydanie właśnie 36 numeru "Robotnika". Ale mieli oni pełną świadomość, iż dotychczasowemu redaktorowi grozi surowy wyrok - może twierdza lub katorga. Stąd też podjęli oni żmudne i długie przygotowania zmierzające do jego uwolnienia. Wielkie poświęcenie wykazał w tej mierze sam aresztowany - symulując obłąkanie przewieziony został do petersburskiego szpitala Mikołaja Cudotwórcy. Tam wykorzystał dogodną sytuację i 14 maja 1901 roku uciekł. Miesiąc później był już we Lwowie, poza carskim kordonem granicznym. 
Kilkumiesięczny łódzki epizod konspiracyjnej działalności Józefa Piłsudskiego z przełomu stuleci przyćmiony został jego działalnością z późniejszych lat: misją w Japonii, współtworzenia Związku Walki Czynnej, czy w końcu formowania Legionów Polskich. W pewnym sensie można powiedzieć, że przeszedł też do legendy polskiego ruchu socjalistycznego i walki z rosyjskim zaborcą. Tak rzeczywiście było. Do wydarzeń łódzkich były tow. Wiktor często powracał, ale samej Łodzi Naczelnik Państwa nie rozpieszczał w latach II Rzeczypospolitej. A przecież bez "epizodu łódzkiego" najprawdopodobniej nie musiałby uciekać do Galicji, a tym samym inaczej potoczyłyby się jego osobiste losy, inny zapewne byłby bieg czynu niepodległościowego Polaków, jak również najnowszych dziejów Rzeczypospolitej. Czy więc w mieszkaniu domu przy ul. Wschodniej 19 w Łodzi tkwi jedno z ważnych ogniw niepodległości Polski ? Można w to wierzyć.

 

 

 

Roman Polański

Reżyser filmowy, aktor i scenarzysta. Ukończył Państwową Wyższą Szkołę Filmową w Łodzi. Człowiek o nieograniczonej wyobraźni. Nigdy nie poddający się obowiązującym modom, zawsze będący "na nie". Kontrowersyjna, barwna i niezwykle silna osobowość. Postrzegany jako geniusz, prowokator i skandalista. Najbardziej kosmopolityczny twórca współczesnego kina. Szósty na liście Pięćdziesięciu Najwybitniejszych Reżyserów Wszechczasów. W 2000 roku Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera w Łodzi przyznała mu doktor honoris causa. 
Trzy razy żonaty (z Barbarą Kwiatkowską-Lass, Sharon Tate, Emmanuelle Seigner). Ma dwoje dzieci. 

Urodził się w Paryżu 18 sierpnia 1933 roku w rodzinie polskich Żydów. W księdze metrykalnej zarejestrowany został jako Raymond. W trzy lata później rodzice przeprowadzili się z Francji do Krakowa. Po wybuchu wojny cała rodzina zmuszona była zamieszkać w krakowskim getcie. Ojciec niebawem wywieziony został do obozu koncentracyjnego Mauthausen, a matka do Oświęcimia, skąd nigdy nie wróciła. Miał zaledwie dziesięć lat, kiedy został sam. Uciekł z getta i do końca okupacji ukrywał się. Najpierw w Krakowie, gdzie sprzedawał gazety, handlował starzyzną, a zarobione pieniądze wydawał na kino, później w okolicznych wioskach. Wojenny koszmar sprawił, że z lękliwego malca zmienił się w sprytne i zaradne, lecz jednocześnie ogromnie uparte i agresywne dziecko. 

Po wojnie, uczył się w technikum górniczym i liceum plastycznym. Zafascynowany sztuką, namiętnie chodził do kina. "Kino w dzieciństwie stało się moją prawdziwą obsesją. Pasjonowało mnie wszystko, co się z nim wiązało - nie tylko same filmy, ale i otaczająca je aura. Uwielbiałem jasny prostokąt ekranu, wiązkę z kabiny projekcyjnej i przenikającą ciemność graniczącą z cudem, współgranie dźwięku i obrazu i nawet zakurzony zapach straponentów. Nade wszystko jednak fascynował mnie sam proces wyświetlania". Wkrótce został aktorem, występując w radiowym cyklu Marii Biliżanki "Wesoła Gromadka" oraz w krakowskim Teatrze Młodego Widza. Obdarzony niezwykłymi zdolnościami, w zawodzie aktora czuł się jak ryba w wodzie. Grywał w filmach, zanim zrobił maturę. Zadebiutował w 1953 roku w "Trzech opowieściach" (noweli Konrada Nałęckiego), a rok później wystąpił w "Pokoleniu" Andrzeja Wajdy. Dwukrotnie zdawał do szkoły aktorskiej (w Warszawie i w Krakowie), jednak bez powodzenia - z powodu "nieodpowiednich warunków". 

W 1954 roku - mimo ekscentrycznego, szokującego wręcz zachowania podczas egzaminów wstępnych - został przyjęty na Wydział Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Studia skończył w 1959 roku. I choć okazał się bardzo utalentowanym, ale i "trudnym" studentem, to właśnie on dał łódzkiej filmówce nowe, "prawdziwe" życie. Początkowo - agresywny i apodyktyczny - nie znajdował aprobaty kolegów. Ustawicznie popadał w konflikty. Potrafił jednak fascynować swoją osobowością. Bardzo pewny siebie i ogromnie ambitny, dążący do tego, by być ciągle na pierwszym miejscu. Tryskający pomysłami, prowokujący, niesamowicie impulsywny. Zawsze osiągał to, czego chciał i nigdy nie robił niczego, co mu nie odpowiadało. Miał ogromny dar przekonywania i za każdym razem umiał znaleźć wyjście z niewygodnych sytuacji. Ekstrawagancki, w szytych na miarę ubraniach, był jednym z tych, którzy nadawali ton szkolnej modzie. 
Technikę władania kamerą opanował perfekcyjnie. Tworzył z ogromną pasją i bardzo szybko udowodnił swoimi filmami, że patrzy na świat w sposób szczególny. Był mistrzem koncentracji. Przez wiele lat nazwisko Romana Polańskiego było najlepszą reklamą łódzkiej uczelni filmowej. 

Okres spędzony w Łodzi wspomina jako lata wiary w siebie i entuzjazmu. "Nie wyobrażałem sobie innej przyszłości, jak robienie filmu. Kiedy byłem w Szkole, wydawało mi się (...), że to strata czasu. Trzeba było dojrzałości i dystansu, żeby uświadomić sobie, jak wiele zawdzięczam pałacykowi na Targowej". Podczas studiów nakręcił sześć - najsłynniejszych w dziejach Szkoły - etiud ("Rower", "Morderstwo", "Uśmiech zębiczny", "Rozbijemy zabawę", "Dwaj ludzie z szafą", "Lampa") oraz film dyplomowy "Gdy spadają anioły". Studia jednak nie zakończył uzyskaniem dyplomu. Jego obraz "Dwaj ludzie z szafą" nagrodzony został na festiwalach w Brukseli, San Francisco i Oberhausen. Zaś jego debiut - i zarazem jedyny zrealizowany w Polsce pełnometrażowy film fabularny - "Nóż w wodzie" (z 1962 roku) był nominowany do Oscara. 

W 1963 roku Polański wyemigrował do Francji i w ciągu kilku lat zrobił oszałamiającą karierę na miarę gwiazd, o których rozpisują się wszystkie gazety. 
Oprócz szkolnych, ma na swoim koncie siedemnaście filmów (nakręconych m.in. w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych), z których "Wstręt", "Matnia", "Dziecko Rosemary", "Chinatown" znalazły swe poczesne miejsce w historii światowego kina. Każdym swoim filmem udowadnia, że jest jednym z największych światowego kina. Ale żaden z nich nie jest filmem jego marzeń: "żadnego nie cenię na tyle, że chciałbym, aby taśmę z tym filmem położono mi na grobie". 
Podczas pracy bardzo wymagający. Całą ekipę trzyma żelazną ręką. Na bohaterów swoich filmów patrzy ostro, bez śladów sentymentu. Twierdzi, że reżyser zawsze ma rację, nawet wtedy, kiedy się myli, ponieważ tworzy coś, co jest wyrazem jego własnej wyobraźni i wrażliwości. 

Jest również reżyserem teatralnym. Wystawił m.in. "Amadeusza" (według Petera Schaffera) w warszawskim Teatrze na Woli i Théâtre Marigny w Paryżu. Wystąpił w około 30 filmach pojawiając się w epizodach (własnym "Chinatown") i odtwarzając główne role (m.in. w swoim filmie "Lokator" oraz Giuseppe Tornatore "Czysta formalność"). Wielokrotnie był nagradzany na międzynarodowych festiwalach filmowych (Wenecja, Berlin Zachodni, Oberhausen, Teheran). Jest laureat m.in. Davida di Donatello, Złotego Globusa, Cezara. Za wkład w kino światowe uhonorowany Europejską Nagrodą Filmową, FELIXEM. Jako jeden z 40 Wybranych jest członkiem "Grona Nieśmiertelnych" Francuskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1998 roku w Alei Gwiazd Łódzkiej Drogi Sławy przy ulicy Piotrkowskiej wmurowano jego Gwiazdę.

24 października 2000 roku, podczas uroczystości w Teatrze Wielkim, Roman Polański uhonorowany został tytułem doktora honoris causa Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. 

W 2003 roku nakręcony przez Polańskiego film "Pianista" otrzymał 3 Oscary, z których jeden przypadł samemu reżyserowi. Obraz, nagrodzony także Złotą Palmą na festiwalu w Cannes, stanowi adaptację wspomnień z czasów II wojny światowej polskiego pianisty i kompozytora pochodzenia żydowskiego Władysława Szpilmana, który przeżył okupację nazistowską w warszawskim getcie. 

Ostatnim filmem Polańskiego jest „Oliver Twist” - ekranizacja jednej z najpopularniejszych łotrzykowskich opowieści Charlesa Dickensa.

Piotr Pustelnik

Piotr Pustelnik - alpinista

Wystarczyłoby tylko tyle i każdy już wie, że to człowiek, który całe swoje dorosłe życie postanowił się wspinać i zdobywać najwyższe szczyty świata.

Piotr Pustelnik urodził się w Łodzi i tu na Politechnice Łódzkiej jest nauczycielem akademickim. To doktor nauk technicznych, którego specjalnością są wybuchy, pracujący na Wydziale Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska. Swoją przygodę z górami zaczął w 1968 roku i przez siedem lat przeszedł większość szlaków. Wspinać zaczął się od 1975 roku, a instruktorem alpinizmu jest od 1978 roku. Wykształcił kilka roczników młodych alpinistów. Jest założycielem i trzykrotnym prezesem Akademickiego Klubu Górskiego w Łodzi. Organizował wiele wypraw łódzkich w góry wysokie.
Od lat jest jedynym przedstawicielem Polski i Łodzi w elicie światowych himalaistów.
Piotr Pustelnik wspinał się w Tatrach, Alpach, Dolomitach, w Pamirze, Karakorum i Himalajach.

Pierwsze wyprawy rozpoczął w 1985 roku w Himalajach Kaszmiru i wejściami na kilka 6-tysięczników. Następny rok to również Himalaje Kaszmiru i wyprawa na Pinnacle Peak - 6945 m. A już w 1990 roku debiutuje w górach najwyższych, podczas wyprawy - wraz z Wandą Rutkiewicz – na Gasherbrum II - 8037m. Jest to jego wejście samotne na wierzchołek góry. Korzystając z pobytu w 1991 r w USA na stypendium naukowym Fulbrighta wspinał się w górach Alaski i wszedł na najwyższy szczyt Ameryki Północnej Mt McKinley.

Podczas wyprawy macierzystego Akademickiego Klubu Górskiego w 1992 roku wraz z Józefem Goździkiem wchodzi na Nanga Parbat – 8125 m. W następnym roku Piotr Pustelnik podwyższa poprzeczkę i wraz z Krzysztofem Wielickim wchodzi na dwie góry ośmiotysięczne. W trakcie jednej wyprawy zdobywa szczyty Cho Oyu – 8222 m i Shisha Pangma – 8013 m.
Musimy przypomnieć, że w 1995 roku wraz z Ryszardem Pawłowskim zdobywa Mt Everest a w 1996 K2.

Nie zawsze były sukcesy - 1997 – 1999 to lata kiedy wyprawy na Broad Peak i Makalu nie powiodły się. Ale już w 2000 roku znów sukces towarzyszy wyprawom Piotra Pustelnika. Wiosną 2001 roku zdobywa jako pierwszy Polak w sezonie letnim trzecią górę świata Kangchenjungę. 

W kolejnych latach zdobywa Makalu i Manaslu. W 2006 roku udało się wejście na Broad Peak – był to 13 ośmiotysięcznik pana Piotra. W tym roku gwałtowna burza nie pozwoliła zdobyć Annapurny.

Nie ma wątpliwości, że Piotr Pustelnik zaszedł najwyżej ze wszystkich łodzian. Jesteśmy zaszczyceni nadając panu tytuł Honorowego Obywatela Łodzi.

Andrzej Sapkowski

Andrzej Sapkowski - jest pisarzem. Urodził się w Łodzi i mimo międzynarodowej popularności jest ciągle łodzianinem.
Dzięki swej twórczości stał się obywatelem świata. Kilkanaście lat temu porzucił swój wyuczony zawód – jest absolwentem handlu zagranicznego na Uniwersytecie Łódzkim - i zajmuje się wyłącznie pisaniem książek, których wydał już 15. Jest też autorem opowiadań, esejów i tekstów krytycznych.

Jego książki z gatunku fantasy, tłumaczone na język czeski, słowacki, niemiecki, rosyjski, litewski, francuski i hiszpański, należą do najpoczytniejszych i najwybitniejszych w swoim gatunku.

Andrzej Sapkowski jest laureatem licznych międzynarodowych nagród. Otrzymał prestiżowy „Paszport Polityki” w 1997 roku i w tym samym roku przyznano mu w Moskwie nagrodę imienia Davida Ben Guriona za „fundamentalny wkład do fantastyki”. Jest też pięciokrotnym laureatem Nagrody Fandomu Polskiego imienia Janusza A. Zajdla i tyleż razy otrzymał nagrodę „Sfinksa”, przyznawaną przez czytelników. Zaś Fandom Hiszpański trzykrotnie nagrodził twórczość Andrzeja Sapkowskiego nagrodą „Ignotus”. 

Czytelnicy dają wyraz atencji dla autora i swemu zainteresowaniu jego twórczością nadając mu liczne wyróżnienia jak np. tytuł Twórcy Roku, którym obdarza go Śląski Klub Fantastyki a także zakładając strony internetowe. 

Andrzej Sapkowski debiutował 22 lata temu opowiadaniem „Wiedźmin” na łamach czasopisma „Fantastyka”. Od 1990 roku konsekwentnie - bez mała rok po roku - ukazuje się nowy tytuł. Nasz Honorowy Obywatel zasługuje, by wymienić wszystkie tytuły jego książek - nowel i powieści: „Wiedźmin”, ”Miecz przeznaczenia”, „Ostatnie życzenie”, „Krew elfów”, „Czas pogardy”, „Oko Yrrhedesa”, „Świat króla Artura”, „ Chrzest ognia”, „Wieża jaskółki”, „Pani jeziora”, „Coś się kończy, coś się zaczyna”.

Sensację stanowiła jego publikacja z 2002 roku, będąca rodzajem encyklopedii motywów i rekwizytów literatury fantastycznej pt. „Rękopis znaleziony w smoczej jaskini”. A ostatnie niezwykle popularne dzieło to historyczna trylogia husycka fantasy, wydawana w rytmie dwuletnim „Narrenturm”, „Boży bojownicy” i „Lux perpetua”.

„Wiedźmin” doczekał się ekranizacji pełnometrażowej a także serialowej wersji dla TvP. Powstała też seria komiksów „Wiedźmin” a w ubiegłym roku gra komputerowa „Wiedźmin” – największa polska „superprodukcja” tego typu i jednocześnie na najwyższym światowym poziomie. W ciągu roku sprzedano milion egzemplarzy, po czym wydano edycję rozszerzoną. Popularność tych komiksów jest fantastyczna - analogicznie do twórcy „Wiedźmina” – Honorowego Obywatela Miasta Łodzi – fantastycznego Andrzeja Sapkowskiego.

Dariusz Stachura

 

Dariusz Stachura, urodzony w Brzezinach, jest śpiewakiem operowym. Jako absolwent łódzkiej Akademii Muzycznej z wielkim powodzeniem zadebiutował w 1989 roku na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi partią Leńskiego w „Eugeniuszu Onieginie” Czajkowskiego. Już rok później został laureatem Konkursu Wokalnego im. Ady Sari. W 1992 roku otrzymał Nagrodę specjalną krytyki łódzkiej za wybitne dokonania na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi, m.in. za partie tenorowe w „Nabucco” i „Traviacie” Verdiego, „Kawalerze Srebrnej Róży” Straussa, „Cossi fan tutte” i „Don Giovannim” Mozarta oraz w „Cyruliku sewilskim” Rossiniego. To także czas od kiedy datuje się udział tego wybitnego tenora w licznych tournee zagranicznych - zarówno ze swoim macierzystym, łódzkim Teatrem Wielkim, jak też z innymi teatrami po całej niemal Europie, ale też Chinach, RPA, Rosji, Wielkiej Brytanii czy USA.

Bardzo ważną dziedziną aktywności artystycznej Dariusza Stachury jest jego udział w koncertach muzyki oratoryjnej. Partie tenorowe w takich dziełach jak „Stabat Mater’ i „Mała Msza Uroczysta” Rossiniego, „Requiem” Verdiego, „Msza koronacyjna” i „Requiem” Mozarta, „Stabat Mater” Dvoraka, „Msza uroczysta” Wiłkomirskiego czy II Symfonia Mendelssohna, artysta wykonywał wraz z Filharmonią Narodową w salach koncertowych Polski i Europy.

Dariusz Stachura ściśle współpracuje z Teatrem Wielkim – Operą Narodową w Warszawie, kreując pierwszoplanowe role w premierowych przedstawieniach. Do niewątpliwych sukcesów artystycznych tenora należy zaliczyć jego udział w obchodach 100-lecia premiery „Cyganeria” Pucciniego w Turynie w 1996 roku, gdy jako jedyny obcokrajowiec kreował partię Rudolfa na zmianę z Luciano Pavarottim.

Ten słynny tenor brał udział w licznych festiwalach operowych, od 2000 do 2004 roku przebywał na kontrakcie w Norymberdze. Zasłynął też koncertując z programem „Trzech Polskich Tenorów” w Polsce i za granicą – w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i w Niemczech.

Dariusz Stachura dzieli się swą wiedzą i talentem – od 2007 roku do 2010 był wykładowcą w łódzkiej Szkole Filmowej. Jest dyrektorem artystycznym Festiwalu Włoskiej Muzyki Operowej „Belcanto per sempre” we Włocławku oraz „Gali Polskich tenorów” w Ciechocinku. W tym roku otwiera w Uniejowie festiwal „Terma Musica” oraz w Szafarni Festiwal Muzyki Polskiej pod nazwą „Póki Polska żyje w nas”. Chętnie wspiera debiuty młodych artystów, zapraszając ich do wspólnych występów.

Łodzianie mają okazję spotykać Dariusza Stachurę podczas wieczoru kolęd w Kościele św. Anny czy w Archikatedrze Łódzkiej. Chętnie uświetnia swoim głosem uroczystości kościelne, a także uczestniczy w projektach charytatywnych w Łodzi i na terenie całego kraju. Zorganizował koncert Artyści-dzieciom podczas Jarmarku Łódzkiego na rzecz dzieci niepełnosprawnych.

Dariusz Stachura aktywnie uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych i dyskusjach na temat rozwoju łódzkiej kultury. Od 15 maja 2013 roku będzie nie tylko łodzianinem z wyboru, ale też dzięki nadaniu mu Honorowego Obywatelstwa przez łódzką Radę Miejską, wyjątkowym obywatelem Miasta.

 

Albert Arystydes Thomas

(1878-1932) 

Francuski społecznik, działacz partii socjalistycznej, polityk. Profesor historii. Wielki rzecznik niepodległości i suwerenności Polski w trakcie I wojny światowej. 

Urodził się 16 czerwca 1878 roku w Champigny-sur-Marne. Należał do umiarkowanego skrzydła francuskiej partii socjalistycznej. Odgrywał w niej znaczącą rolę i wywierał bezpośredni wpływ na klub parlamentarny socjalistów. Współpracował z organem prasowym francuskich socjalistów "L'Humanité". W 1910 roku został deputowanym do parlamentu Republiki Francuskiej. Od tego też czasu datuje się jego wielka kariera polityczna. Był niezwykle barwną i znaną postać na francuskiej i międzynarodowej arenie politycznej. W latach 1915-1917 piastował funkcję ministra przemysłu zbrojeniowego w rządzie Aristide Brianda. Późniejszych latach należał do bliskich współpracowników premiera Georges'a B. Clemenceau. Po zakończeniu I wojny światowej reprezentował Francję na międzynarodowej konferencji pracy w Waszyngtonie. W 1919 roku został dyrektorem Międzynarodowego Biura Pracy przy Lidze Narodów w Genewie. W ramach tej organizacji zajmował się uregulowaniem międzynarodowych zagadnień z zakresu polityki socjalnej oraz przygotowaniem kilkunastu konwencji dotyczących prawa pracy. Był autor pozycji "Le Syndicalisme allemand" (1903), "Le Second Empire" (1905), "Histoire socialiste" (1907). Zmarł 7 maja 1932 roku w Paryżu. 

Na początku 1924 roku łodzianie żyli wiadomościami o strajku angielskich kolejarzy, dojściu do władzy w Wielkiej Brytanii Labour Party, trudnościami rządu Poincarego we Francji, śmiercią Włodzimierza Ilicza Lenina. Nie mniej zainteresowania budziły informacje o zabezpieczeniach socjalnych dla robotników w okresie kryzysu ekonomicznego oraz próbach wydźwignięcia z zapaści gospodarki polskiej. Radni Rady Miejskiej mieli na głowie kwestie podatku majątkowego, bulwersujące zamknięcie łódzkich szkół z powodu braku opału oraz przyjęcie warunków koncesji na budowę kolei elektrycznej łączącej Łódź z Tomaszowem. 

W tych okolicznościach na posiedzeniu rady Miejskiej, jakie miało miejsce 21 lutego 1924 roku, zupełnie niespodziewanie Konwent Seniorów wystąpił z propozycją nadania Honorowego Obywatelstwa Miasta Łodzi politykowi francuskiemu A. A. Thomasowi. Nagłość przedstawienia wniosku uzasadniał prezes Rady, dr Bolesław Fichna, podkreślając zasługi Thomasa względem Polski oraz jego ogromne zaangażowanie w sprawa socjalnych na arenie międzynarodowej. Przedstawiono uchwałę, w której odnotowano, że honorowe obywatelstwo obywatelowi Francji przyznano "ze względu na wybitne zasługi na terenie międzynarodowym w zakresie zagadnień z pracą związanych oraz bezinteresowną życzliwość na długo przed zawarcie Pokoju Wersalskiego względem Polski ujarzmionej". Propozycję i uchwałę przyjęto "wśród oklasków", bez sprzeciwów a nawet z głosami poparcia, jako że dobrze znano dokonania dyrektora Międzynarodowego Biura Pracy. Jak się później okazało propozycja uhonorowania francuskiego polityka i społecznika uprzednio została uzgodniona z Prezydentem Rzeczypospolitej Stanisławem Wojciechowskim oraz prezesem Rady Ministrów Władysławem Grabskim. 
Uroczystość wręczenia honorowego obywatelstwa "miasta wielkiego przemysłu i ludzi pracy" odbyła się na zakończenie trzydniowego pobytu A. A. Thomasa w Polsce. Przygotowana została w wielkim pośpiechu, ale nadano jej wyjątkową oprawę i publiczne znaczenie. Do Łodzi dostojny gość przybył w niedzielę, 24 lutego 1924 roku. Wówczas łodzianie zobaczyli po raz pierwszy osobę "skoncentrowaną w sobie, o bujnej grzywie i brodzie. Oczy łagodne, pełne uśmiechów - lecz i pełne energii i życia (...). Człowieka, który żyje - życiem twórczem, który wciela w czyn swe marzenia i swe idee" - jak donosił korespondent "Kuriera Łódzkiego". Towarzyszyło mu dwu osobistych sekretarzy oraz minister pełnomocny inż. Franciszek Sokal, przedstawiciel polskiego MSZ Seweryn Horszowski, posłowie ks. Aleksander Wójcicki, Bronisław Ziemięcki i Ludwik Waszkiewcz. W imieniu władz łódzkich witał przybyłych wicewojewoda Łyszkowski, prezes Rady Miejskiej Bolesław Fichna, prezydent miasta Marian Cynarski oraz wiceprezydenci Wiktor Groszkowski i Wacław Wojewódzki, przedstawiciele przemysłu włókienniczego Henryk Barciński i Robert Biedermann. Z kolei powitalne przemówienie wygłosił Leon Grohman. Z dworca goście udali się dorożkami i autami na zwiedzanie miasta, a następnie do Hotelu Manteuffel. 

W godzinach wczesno popołudniowych Magistrat wydał uroczyste śniadanie, podczas którego okolicznościowe przemówienie wygłosił prezydent miasta M. Cynarski. Powiedział w nim m.in.: "Łódź poczytuje sobie za szczególny zaszczyt odwiedziny przedstawiciela i zasłużonego kierownika Międzynarodowego Biura Pracy, tej doniosłej placówki światowej, której powstanie zawdzięczamy traktatowi wersalskiemu, a której zadania cywilizacyjne naród polski w pełni ocenia, zdając sobie sprawę, że od zrealizowania zadań, jakie zakreśliła sobie ta międzynarodowa placówka, zależy w znacznym stopniu przyszłość świata". W osobie Thomasa przedstawiciele Łodzi powitali wybitnego i zasłużonego "na niwie pracy społecznej obywatela Francji", kraju z którym zawsze łączyła nas więzi przyjaźni i sympatii. Natomiast o godz. 16 rozpoczęło się uroczyste posiedzenie Rady Miejskiej podczas którego wręczono gościowi dyplom Honorowego Obywatelstwa Miasta Łodzi. Posiedzenie zagaił B. Fichna. Skreślił w nim zasługi Thomasa położone w organizacji i rozwoju Międzynarodowego Biura Pracy, którego celem była obrona i dalszy rozwój praw klasy pracującej w całym świecie. Podkreślił także jego zasługi wobec Polski, jakie położył w czasie wojny światowej i po zawarciu traktatu pokojowego, a szczególnie kiedy Polska walczyła o Górny Śląsk. Przemówienie przyjęto "huraganem oklasków ze strony rady i licznie na sali zgromadzonej publiczności oraz reprezentantów władz, związków i zrzeszeń społecznych". Po czym ten "bojownik o wszechludzkie ideały prawa i sprawiedliwości, wypróbowany przyjaciel Polski" otrzymał z rąk prezesa Rady Miejskiej Bolesława Fichny dyplom Honorowego Obywatela Miasta. 

Po uroczystym posiedzeniu Rady Miejskiej Honorowy Łodzianin uczestniczył jeszcze w raucie zorganizowanym w salach Towarzystwa Kredytowego przez Towarzystwo "Kropla Mleka", konferencji z przedstawicielami przemysłu i związków robotniczych mającej miejsce w gmachu Województwa oraz w wydanym przez wojewodę łódzkiego na jego cześć galowym obiedzie z udziałem przedstawicieli władz państwowych i komunalnych oraz reprezentantów instytucji społecznych i miejscowej prasy w salonach województwa. Tuż przed północą dostojny gość opuścił Łódź o udając się z powrotem do Genewy. 

Do naszego miasta nigdy więcej już nie przyjechał. Był jak dotąd jedynym obcokrajowcem obdarzonym tytułem Honorowego Obywatela. Łodzianie przez pewien czas jeszcze go wspominali, by ostatecznie zapomnieć na długie lata. Zresztą nawet dziś mało kto wie, że Łódź obdarzyła Francuza swym obywatelstwem, jak również kim był i co zdziałał na polu międzynarodowego ustawodawstwa pracy.

 

 

Michał Urbaniak

Michał Urbaniak urodził się w Warszawie. Dorastał jednak w naszym mieście, w Łodzi, gdzie kształcił się w liceum muzycznym. Łódź to także miejsce i miasto, w którym odbyły się pierwsze jego koncerty. Słuchacze Klubu „Pod Siódemkami” byli pierwszymi, którzy mogli poznać pierwsze wykonania przyszłego światowej sławy skrzypka jazzowego.
Od 1970 roku Michał Urbaniak gra na specjalnych pięciostrunowych skrzypcach, wykonanych specjalnie dla niego. Gra też na syntezatorze skrzypcowym zwanym „gadającymi” skrzypcami. Grywa też na saksofonach sopranowym, altowym i tenorowym. Zdarza się usłyszeć jego grę na lirykonie – czyli na instrumencie elektronicznym przypominającym saksofon. 

Michał Urbaniak chętnie wplata w komponowane i wykonywane przez siebie utwory elementy folklorystyczne, które zyskały uznanie czołowych amerykańskich jazzmanów. Michał Urbaniak grał w popularnych klubach ale też w słynnych salach koncertowych – Carnegie Hall, Beacon Theatre, Avery Fisher Hall. Grywa, jest zapraszany i sam zaprasza do wspólnych koncertów najwybitniejszych muzyków świata. 

Michał Urbaniak napisał muzykę do 25 filmów - m.in. do „Długu” Krzysztofa Krauzego, „Pożegnania jesieni” Mariusza Trelińskiego, czy do filmu „Eden” Andrzeja Czeczota. Sam – bardzo niedawno, bo w 2012 roku - zadebiutował jako aktor w filmie reżysera na stałe mieszkającego w Łodzi - Piotra Trzaskalskiego „Mój rower”. Widzowie film i rolę przyjmują z niezwykłym aplauzem. Premiera filmu odbyła się w Łodzi. 

Michał Urbaniak zawsze podkreślał i podkreśla swoje szczególne związki z naszym miastem.
Stał się swoistym ambasadorem Łodzi na świecie, wszędzie tam, gdzie koncertuje. 

Michał Urbaniak do Łodzi zawsze chętnie przyjeżdża, bo jak sam podkreśla darzy nasze miasto ogromnym sentymentem zarówno jako miejsce swojej młodości ale też do miejsca, gdzie tak naprawdę zaczęła się jego muzyczna droga życiowa i kariera.

Andrzej Wajda

Reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych, reżyser teatralny i telewizyjny, scenarzysta i scenograf. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Czołowy przedstawiciel szkoły polskiej. Mistrz filmowego obrazu. 
Doktor honoris causa American University w Waszyngtonie, Uniwersytetu Bolońskiego, Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. 
Urodził się 6 marca 1926 roku w Suwałkach. Dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w Radomiu, gdzie podczas wojny pracował, uczęszczał na tajne komplety, a w 1942 roku został żołnierzem Armii Krajowej. W 1946 roku zaczął studiować malarstwo w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, by po trzech latach porzucić je dla filmu. 

Został przyjęty na Wydział Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Po drugim roku odbył praktykę u boku Aleksandra Forda przy realizacji "Młodości Chopina", gdzie po raz pierwszy zobaczył, jak "naprawdę robi się film fabularny i jak pracuje prawdziwy reżyser". 
W 1954 roku otrzymał dyplom reżysera i zrealizował swój pierwszy fabularny film "Pokolenie", którym zainicjował nowy nurt rodzimej kinematografii, "filmową szkołę polską". W 1957 roku przyznano mu Srebrną Palmę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes za "Kanał". 
W filmach swych wiele miejsca poświęcał Wajda hitlerowskiej okupacji (np. "Popiół i diament", "Krajobraz po bitwie", "Korczak", "Wielki Tydzień"). Podejmował również współczesną problematykę obyczajową ("Wszystko na sprzedaż", "Panna Nikt"), jednak szczególne miejsce przypadało dziełom traktującym o realnym socjalizmie okresu PRL-u: "Człowiek z marmuru", "Bez znieczulenia" oraz "Człowiek z żelaza" (nominowany do Oscara i uhonorowany Złotą Palmą w Cannes). Osobny rozdział to adaptacje klasycznych dzieł literackich, wśród których znalazły się m.in. "Popioły" (według Stefana Żeromskiego), "Wesele" (według Stanisława Wyspiańskiego), "Pan Tadeusz" (według Adama Mickiewicza) czy "Ziemia obiecana" (zrealizowana na podstawie powieści Władysława Reymonta), nagrodzona Złotymi Lwami Gdańskimi i nominowana do Oscara. 

Andrzej Wajda reżyserował również w teatrze. Debiutował w 1959 roku w Teatrze Dramatycznym w Gdyni ("Kapelusz pełen deszczu"). 
Pełnił szereg funkcji społecznych i politycznych (np. szef Zespołu Filmowego "X", prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich, przewodniczący Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych, senator Rzeczypospolitej Polskiej). Był laureatem wielu filmowych nagród, m.in. David di Donatello, Honorowej Nagrody "Cezara", "Nagrody Aten" Fundacji im. Alexandra Onassisa, Nagrody KIOTO, Europejskiej Nagrody Filmowej FELIX, ARTURA - specjalnej Nagrody Muzeum Kinematografii w Łodzi, Honorowej Nagrody Srebrnego Niedźwiedzia. Miał na swoim koncie również OSCARA, najbardziej prestiżową spośród wszystkich filmowych nagród świata, przyznanego mu w 2000 roku za całokształt twórczości. Dwukrotnie został odznaczony Orderem Polonia Restituta, Francuską Legią Honorową, bułgarskim Orderem Cyryla i Metodego, japońskim Orderem Wschodzącego Słońca. Był członkiem "Grona Nieśmiertelnych" Francuskiej Akademii Sztuk Pięknych. W Alei Gwiazd Łódzkiej Drogi Sławy przy ulicy Piotrkowskiej miał od 1998 roku swoją Gwiazdę. W 2000 roku jury VIII edycji festiwalu „Camerimage” w Łodzi przyznało Nagrodę Specjalną dla „Duetu Reżyser-Operator” (Andrzej Wajda - Witold Sobociński). 
W roku 2001 polski reżyser otrzymał komandorię Legii Honorowej Republiki Francuskiej, najwyższe francuskie odznaczenie państwowe, a także niemiecki Wielki Krzyż Orderu Zasługi. Uniwersytet Łódzki, Jagielloński, Warszawski, Gdański, Pedagogiczny w Krakowie oraz PWSFTViT przyznały mu doktorat honoris causa. Od 1994 roku należy do honorowych członków francuskiej Akademii Sztuk Pięknych. 
Był senatorem RP I kadencji. 
Andrzej Wajda otrzymał m.in. następujące krajowe odznaczenia: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Order Orła Białego, Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis, a także wiele innych międzynarodowych. 
8 kwietnia 1998 r. Rada Miejska w Łodzi podjęła uchwałę o nadaniu Andrzejowi Wajdzie tytułu Honorowego Obywatela Łodzi. 31 sierpnia 2016 r. Sejmik Województwa Łódzkiego podjął uchwałę o nadaniu mu tytułu „Honorowego Obywatela Województwa Łódzkiego”.
Zmarł 9 października 2016 r. w wieku 90 lat.

 

 

Władysław Ziółek

Teolog, kanonista, arcybiskup, ordynariusz archidiecezji łódzkiej. 
Urodził się 22 czerwca 1935 roku we wsi Komorniki koło Wolborza, w rodzinie rolniczej. Całe swoje życie związał z Łodzią. Tutaj uczęszczał do Niższego Seminarium Duchownym, tutaj również w latach 1952-1957 był alumnem Wyższego Seminarium Duchownego. Przełożeni szybko dostrzegli zdolności młodego kleryka i jeszcze przed święceniami wysłali go do Rzymu. Studiował prawo kanoniczne w papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. W Wiecznym Mieście 13 lipca 1958 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa Józefa Gawliny - opiekuna Polaków na emigracji. Podczas pobytu w stolicy Włoch odbył także trzyletnia praktykę w Rocie Rzymskiej. Rozwijał również swoje zainteresowania literaturą studiując w Wyższej Szkole Literatury Łacińskiej. Zamiłowanie do pięknego słowa i literatury pięknej jest do dziś wielką Jego pasją Po powrocie do Łodzi ks. Ziółek podjął pracę w Sądzie i Kurii Biskupiej, początkowo jako notariusz, a później jako obrońca węzła małżeńskiego i kanclerz. Aktywnie udzielał się jako przewodniczący kilku komisji kurialnych, a przez dwie kadencje pełnił funkcję zastępcy sekretarza Rady Kapłańskiej. W 1966 roku został kapelanem Sióstr Bernardynek i rektorem kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Rudzie (obecnie - Najświętszej Marii Panny Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia), gdzie miał możność realizować swoje zamiłowania pedagogiczne: prowadził duszpasterstwo młodzieży i liturgicznej służby ołtarza. W dziesięć lat później otrzymał godność prałata - kapelana Jego Świątobliwości, a następnie został kanonikiem Kapituły Katedralnej. 

12 marca 1980 roku Ojciec św. Jan Paweł II mianował ks. Ziółka biskupem tytularnym Risino i sufraganem w diecezji łódzkiej. 4 maja w łódzkiej katedrze odbyła się konsekracja, a nowy biskup rozpoczął swe apostolskie posługiwanie pod hasłem "In virtute Spiritus" (W mocy Ducha). W niedługim czasie potem sukcesywnie włączony został do prac Konferencji Episkopatu Polski. Aktywnie działał w Komisjach: Powołań Duchowych, Duszpasterstwa Rodzin, "Justitia et Pax", Kodeksu Prawa Kościelnego, Konsultorów oraz Środków Społecznego Przekazu. Od 1989 roku przewodniczy Komisji d/s Sztuki Kościelnej. 
Na mocy nominacji papieskiej z 24 stycznia 1986 roku biskup Ziółek objął ordynariat diecezji łódzkiej. Nowy ordynariusz przyjął swoje obowiązki z pokorą i jednocześnie z lękiem. W pierwszym liście pasterskim skierowanym do wiernych diecezji przypomniał zasługi swoich poprzedników: bp. Wincentego Tymienieckiego, zwanego "Ojcem robotników", bp. Włodzimierza Jasińskiego "nauczyciela i przyjaciela młodzieży", bp. Michała Klepacza "warszawskiego inteligenta na łódzkim bruku" oraz bp. Józefa Rozwadowskiego wprowadzającego w życie nauki II Soboru Watykańskiego. "Od lat młodzieńczych, a szczególnie od rozpoczęcia pracy kapłańskiej - pisał bp Ziółek - moje życie zrosło się z tą wielką metropolią przemysłową jaką jest Łódź. Głęboko w sercu noszę problemy ludzi ciężkiej pracy fizycznej w fabrykach, jak również w warsztatach rzemieślniczych i solidaryzuję się z nimi we wszystkim, co zmierza ku prawdziwemu dobru człowieka i poszanowaniu jego podstawowych praw". 

Nowy ordynariusz zdawał sobie sprawę z ogromu trudności, jakie były udziałem lokalnego Kościoła i społeczeństwa Łodzi. Ze wszystkich sił, nie zrażając się przeciwnościami, wspomagał każdą cenną inicjatywę, każdy pomysł, który ożywiał życie duchowe i społeczne w diecezji. Organizował i rozwijał rozmaite duszpasterstwa, zmierzał do integracji środowisk, był wszędzie tam, gdzie toczyło się życie kulturalne, naukowe i społeczne. Zawsze miał na celu dobro Łodzi i jej mieszkańców. "Łódź to krótka nazwa, która oznacza obfitą treść"- mówił w przemówieniu powitalnym Ojca św. Jana Pawła II, podczas jego wizyty 13 czerwca 1987 roku. "Miasto to zostało w swej niedługiej historii okręgu przemysłowego ciężko doświadczone. Nie niszczycielską bronią wojenną, jak Warszawa, ale nieprawdą, zwodniczym słowem, niespełnioną obietnicą" - powiedział kiedyś do pracowników wyższych uczelni. "Niełatwo jest odczytać Łódź. Nie wolno jednak rezygnować z tego wysiłku. A może nie jest to trud nazbyt wielki? Czy nie w tym kryje się zagadka Łodzi, iż nie zaznała ona zazwyczaj miłości, na jaką zasługuje, że cierpi na kompleks miasta nieurodziwego (...). Może dlatego jest miastem nieufnym, niedowierzającym, że nie taki musi być jego los. Może potrzebuje człowieka, ludzi, którzy by rozmiłowali się w Łodzi bezkresnie, złączyli się z nią na dobre i na złe. (... ) Może to jest także nasze zadanie: przystroić to miasto w rym, czyli przeobrażać je miłością, na jaką stać poetę, artystę sceny i estrady, kompozytora i wokalistę, człowieka wypowiadającego się pędzlem i dłutem, i wiązaną artystycznie nicią, sprawiedliwego dziennikarza, sługę Ewangelii. Może tego Łódź od nas oczekuje?" - pytał twórców kultury. 
Robotników łódzkich zachęcał, aby złożyli swoje ręce ufnie i z wiarą w dłoniach Chrystusowych, aby stały się silne siłą Bożą i sprawne mocą Ewangelii. Jego pragnieniem było, aby "hala fabryczna nie pochłaniała nadmiernie energii ludzkich, żeby ich niebezpiecznie nie pożerała i nie była nieprzyjacielem tego, co składa się na pełne istnienie człowiecze. Żeby więc nie odbierała żonie jej męża robotnika, żeby nie odbierała mężowi zapracowanej żony, żeby obojga nie odbierała dzieciom, żeby nie pochłaniała ich godzin odpoczynku i snu, nie ograniczała należnej człowiekowi rozrywki i nie była, wreszcie, nieprzyjacielem religijnego życia robotnika". Martwiła go zawsze plaga alkoholizmu, stąd w intencji trzeźwości organizował pielgrzymki do relikwii bł. Rafała Chylińskiego w Łagiewnikach. Bliski był mu los matek i dzieci, więc powołał do życia Dom Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej. 

Ojciec św. Jan Paweł II, bullą "Totus Tuus Poloniae Populus" z 25 marca 1992 roku, dokonał reorganizacji terytorialnej Kościoła katolickiego w Polsce. W jej ramach diecezja łódzka została podniesiona do rangi archidiecezji podległej bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, a jej ordynariusz wyniesiony został do godności arcybiskupa. Wielką wagę arcybiskup zawsze przywiązywał do kształtowania dojrzałych postaw patriotycznych u współczesnych łodzian, uczestnictwa w życiu publicznym i budowania demokracji. Jednym z dowodów niezwykłej jego aktywności w tym zakresie był cykl książek wydanych w Archidiecezjalnym Wydawnictwie Łódzkim. W pozycjach symbolicznie zatytułowanych "... którzy myślą o Ojczyźnie" (1993), "... którzy myślą o kapłaństwie (1993), "... którzy myślą o pracy" (1994), "... którzy myślą o szkole" (1995) zawarł swe refleksje o najważniejszych problemach przynależnych współczesnemu Polakowi i chrześcijaninowi. Często pochylał się nad chorymi w szpitalach i domach opieki, służył duchową podporą ich opiekunom, pielęgniarkom i lekarzom (w 1997 roku został opiekunem duszpasterstwa służby zdrowia w Polsce). Dostrzegał nieustannie potrzeby osób żyjących w niedostatku i cierpiących biedę. Uwrażliwiał kapłanów i wiernych na potrzeby ubogich w parafiach, zachęcał do świadczenia pomocy charytatywnej i duchowej wszystkim, którzy jej potrzebują. Wielki zwolennik dialogu wychodził naprzeciw wszystkim, którzy mają na celu dobro Polski i Łodzi. 

17 września 1992 roku Rada Miejska w Łodzi nadała arcybiskupowi Władysławowi Ziółkowi Honorowe Obywatelstwo Miasta Łodzi. Przyjmując wówczas symboliczne klucze, powiedział: "W zaufaniu wręczono mi klucze, ażebym nimi bramę otwierał tak, iżby nikt, kto by ją złowrogo zamknąć usiłował, nie zdołał tego uczynić. I żebym, gdy trzeba, zamknął ją w obliczu napływającego zła, by nikt bramy nie potrafił otworzyć". Rok później, podczas Święta Łodzi, dodał: "Jest nam czasami tak trudno zobaczyć w człowieku istotę całym swym jestestwem otwartą i na świat materii i na świat ducha, i na świat nadprzyrodzony... Módlmy się o takie człowieczeństwo nasze, o takie nasze spotkanie się w nowym dialogu, o takie umiłowanie prawdy i ludzi, które, jak ongiś w Samarii, tak za naszych dni sprowadzą do Łodzi radość".

Po utworzeniu 25 marca 2004 r. prowincji kościelnej złożonej z archidiecezji łódzkiej i diecezji łowickiej Władysław Ziółek mianowany został arcybiskupem metropolitą łódzkim. 

Powołanie metropolii łódzkiej i mianowanie jej metropolity jest widomym znakiem miłości Jana Pawła II do kościoła łódzkiego. Jesteśmy wdzięczni Ojcu Świętemu za tę łaskę - mówił wówczas arcybiskup.

19 lutego 2006 r. biskupi, duchowni chrześcijańscy i tłumy wiernych wzięli udział w mszy świętej z okazji 20. rocznicy ingresu abp. Władysława Ziółka.


Informację wprowadził(a): Migracja danych (28.07.2017 11:02)

Informację zmodyfikował(a): Migracja danych (30.08.2017 14:49)

Ilość odwiedzin: 216

Historia zmian
Data Redaktor Akcja
30.08.2017 14:49 Migracja danych Modyfikacja treści
30.08.2017 14:49 Migracja danych Modyfikacja treści
30.08.2017 14:03 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 12:01 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:58 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:52 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:44 Migracja danych Modyfikacja strony
28.07.2017 11:21 Migracja danych Modyfikacja strony
28.07.2017 11:08 Migracja danych Modyfikacja strony
28.07.2017 11:05 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:04 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:04 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:03 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:03 Migracja danych Modyfikacja treści
28.07.2017 11:02 Migracja danych Utworzenie strony